Uwaga!

Poniżej, zamieszczone są zdjęcia bardzo chorych fretek lub wykonane w trakcie przebiegu operacji chirurgicznej, które mogą być niewskazane dla osób nadwrażliwych na widok krwi lub otwartych ran!

 

Ponownie wrócimy do zapalenia gruczołu mlekowego, listw mlecznych, aby rozpatrzyć go w aspekcie jednego z przypadków oraz ze względu na specyfikę przebiegu choroby… Ale, aby zrozumieć niebezpieczny charakter choroby, znów zaczniemy od definicji zapalenia gruczołu mlekowego

Mastitis

Zapalenie gruczołu mlekowego (łac. mastitis) – jest to zakażenie o podłożu bakteryjnym:

  • gronkowcami (staphylococcus)13, 14
  • paciorkowcami (streptococcus)15 
  • e.coli (Escherichia coli)16
  • i innymi pałeczkami, występującymi osobno lub współistniejącymi

Zakażenie często dotyka samice w okresie laktacji poporodowej (mastitis acuta) lub po ciąży urojonej (mastitis chronica) i może przybierać postać:

  • ostrą (kliniczną), pojawiającą się często zaraz po porodzie, albo w szczycie laktacji, gdy młode mają 3 tygodnie i występuje duże obciążenie samicy
  • podostrą (podkliniczną) 
  • lub przewlekłą (chroniczną) 
  • o charakterze ropnym, zgorzelinowym11
  • lub nowotworowym12
  • a także krwotoczno-martwiczą3

Choroba stanowi zagrożenie dla zdrowia i życia zarówno matki, jak i jej potomstwa!… Zapalenie gruczołu sutkowego może obejmować jeden sutek (najczęściej), kilka lub jednostronnie całą listwę mleczną (rzadziej)… A do jego zakażenia dochodzi drogą:

  • wstępującą (gruczoł)
  • rzadziej zstępującą (naczyniami)
  • hematogenną
  • limfogenną 
  • lub przez uszkodzoną skórę (urazy spowodowane przez ostre pazury i zęby szczeniąt)

Czynniki wpływające

  • w okresie poporodowym mamy do czynienia z procesem inwolucji i oczyszczania się macicy z wód płodowych, tak więc zwiększona możliwość kontaktu tylnych sutków z tą wydzieliną może być czynnikiem predysponującym je do zakażeń
  • bakterie przenikające przez mikroskopijne uszkodzenia skóry spowodowane przez ssące maluchy
  • zakażenie pałeczkami w wyniku zanieczyszczenia kotnika lub całego środowiska kałem fretek
  • jama ustna małych, ssących fretek może być źródłem zakażenia sąsiednich gruczołów i innych samic pełniących rolę mamek
  • obserwuje się również zakażenia mikroorganizmami S. hominis, co może wynikać z faktu, że zwierzęta jako towarzyszące człowiekowi są z nim w coraz bardziej ścisłym kontakcie 
  • czynniki immunosupresyjne obniżające odporność ogólną lub miejscową, takie jak np. stres lub leki 
  • czynniki chorobotwórcze 
  • inne czynniki, jak np. uszkodzenia mechanicznych barier ochronnych organizmu 
  • zapalenia o charakterze aseptycznym (brak odpowiedniej higieny i jałowości środowiska, pozbawionego drobnoustrojów chorobowych) 
  • lub wirusy 

Rozpoznanie kliniczne

Gruczoł sutkowy dotknięty zapaleniem ostrym jest dość łatwo rozpoznawalny przez lekarza weterynarii:

  • gruczoł staje się obrzmiały, gorący i bolesny, twardy oraz zaczerwieniony 
  • lub blady do niebieskiego (z. zgorzelinowe) 
  • krwawe wylewy obejmujące gruczoł lub/i przylegające tkanki
  • gorączka
  • anoreksja
  • depresja 
  • torsje 
  • biegunka
  • wyciek z nosa
  • mleko może stać się szare, żółtawe, mętne, różowe, a nawet brązowe lub w postaci ropnej wydzieliny (z. ropne) lub śmierdzące (z. zgorzelinowe)
  • pękające owrzodzenia
  • ropiejące przetoki
  • pęcherzyki gazu (z. zgorzelinowe) 
  • może nastąpić całkowite zniszczenie sutka na skutek procesów demarkacyjnych i postępującego rozpadu tkanek 

Rozpoznanie podkliniczne

W przypadku zakażenia podostrego (podklinicznego) rozpoznanie choroby jest utrudnione, gdyż brak oznak zewnętrznych, wymienionych powyżej… Pierwszymi oznakami choroby mogą być:

  • upadki szczeniąt 
  • zespół słabego szczenięcia/syndrom toksycznego mleka (małe przyrosty wagowe) 

Krwotoczno-martwicze zapalenie listw mlecznych

Zapalenie ma troszkę odmienne objawy niż wyżej opisane zapalenia, np. brak obrzmienia, zaczerwienienia, czy stwardnienia gruczołów mlekowych, tak charakterystycznych dla innych zakażeń… W przypadku martwiczego zapalenia gruczołu mlekowego, obserwuje się:

  • obszary rozsianej, ciężkiej koagulacyjnej lub rozpływnej martwicy, przechodzącej na otaczające tkanki
  • na zmienionych obszarach występuje zgorzel już po kilku godzinach od zakażenia
  • tkanki ciemnieją i widoczna jest wyraźna strefa demarkacyjna
  • samica jest w złym stanie ogólnym i odwodniona w wyniku endotoksemii

Stan ten zagraża życiu i niezbędne jest szybkie leczenie chirurgiczne i antybiotykoterapia…

Leczenie

W leczeniu wszystkich powyższych typów Mastits bardzo ważne jest:

  • ścisłe przestrzeganie higieny, żeby nie zakażać innych samic – należy zmieniać legowisko (lub ściółkę, jeżeli się ją stosuje) w miejscu oddawania kału i moczu dwa lub trzy razy dziennie, a klatkę czyścić i dezynfekować 
  • pranie (sterylizowanie) kotnika po każdej zmianie, dwa lub trzy razy tygodniowo
  • dokładne mycie rąk po każdym kontakcie z chorą samicą i jej miotem
  • stosowanie antybiotyków zgodnych z wynikami posiewu i antybiogramem
  • podawanie samicy wysokoenergetycznej diety oraz dużej ilości płynów, witamin i innych, niezbędnych dodatków żywieniowych – często z palca, łyżeczki co 4-5 godzin

W przypadkach martwiczego zapalenia gruczołu, by uratować samicę, należy natychmiast podjąć intensywną terapię:

  • odstawić szczeniaki do matki zastępczej z zachowaniem kilku godzin kwarantanny
  • chirurgicznie usunąć nekrotyczne tkanki (często niepotrzebne jest znieczulenie, ponieważ brak jest czucia w tych tkankach) lub wyciąć martwy obszar w znieczuleniu ogólnym i założyć szew, stosując podnaskórkowe szwy po umieszczeniu drenu chirurgicznego
  • podawać dożylnie płyny i antybiotyki o szerokim spektrum, takie jak amoksycylinę potencjonowaną klawulanianem (Synulox palatable drops, Pfizer – 0,25 ml/kg dwa razy dziennie), najlepiej po uzyskaniu wyniku posiewu i antybiogramu
  • choroba przebiega z objawami bólu, dlatego należy podać fluniksynę (Finadyne injection, Scheting Plough, 2,5 mg dwa razy dziennie), która także zwalcza objawy toksemii

Po leczeniu samica może utracić jeden lub więcej gruczołów, może wystąpić ponownie mastitis lub może całkowicie wyzdrowieć…

Fotoreportaż

Na nieszczęście chorobę przerobiłam na przykładzie własnej samiczki, dlatego mogę przedstawić fotoreportaż z jej przebiegu oraz na szczęście skutecznego leczenia, które zaowocowało całkowitym wyzdrowieniem i przeżyciem samiczki… ;-)

04 maja 2013
Około godziny 20:00

Podczas wieczornej kontroli maluchów (ważenie) i samiczki (zasłużone wyprostowanie łapek i obchód mieszkania) zauważam:

  • osłabienie samiczki (brak reakcji na otwarcie kotnika) – przelewanie się w dłoniach
  • krwawy wylew w okół jednego z sutków, którego nie było w godzinach popołudniowych
  • brak obrzmień, stwardnień sutków i ich okolic, laktacja w normie
  • niechęć do jedzenia i picia pomimo fanatycznej potrzeby karmienia maluchów
  • normalny przyrost wagi szczeniaków

Godzina 21:00

Postępowanie:

  • natychmiastowe odstawienie maluchów
  • podskórna iniekcja amoksycyliny i fluniksyny zgodnie z telefoniczną konsultacją leczenia z prowadzącym lekarzem weterynarii (dr Botko)
  • karmienie i pojenie samiczki

05 maja 2013
Godzina 04:00

Stan samiczki bez zmian, krwotoczna zmiana powiększa się i obejmuje kolejny sutek…

Godzina 09:00

  • kontrolna wizyta w klinice weterynaryjnej
  • podskórne nawodnienie
  • iniekcja antybiotyków
  • zbicie temperatury ciała z 41,5 do 39OC

Godzina 16:00

  • stan samiczki bez zmian – osłabienie i wysoka temperatura
  • poszukiwanie kliniki, która wykonałaby operację usunięcia listw mlecznych na „cito” podczas długiego weekendu majowego – a wykonalne… ;-|
  • iniekcja antybiotyków

06 maja 2013
Godzina 16:00

  • temperatura 40OC
  • osłabienie i odwodnienie
  • przygotowania do operacji – trzeba było widzieć ten wjazd auta, te rzucane przez doktora siaty z zakupami pod drzwiami garażu i pośpieszne oględziny stanu Bibki – ale wtedy każda minuta była ważna
  • operacja

Godzina 18:30

  • wybudzanie samiczki po 2,5h operacji
  • nawadnianie dożylne kroplówką
  • podanie „baterii” antybiotyków i witamin

Godzina 21:00

  • całkowicie rozbudzona samiczka, próbuje pierwszych, nieudolnych sił w chodzeniu
  • karmienie
  • iniekcja leków
  • podanie kroplówki podskórnej

08 maja 2013 

Godzina 21:00 

Całe dwa dni minęły bez większych sensacji, było aż za dobrze, Bibi dzielnie znosiła iniekcje leków i kroplówek, więc przy wieczornej iniekcji antybiotyków, zauważam iż samiczka zaczyna się „rozpruwać” inaczej (nie na szwach)… Niestety infekcja była na tyle poważna, że tkanki w okół cięcia i szwów zaczęły ulegać martwicy… ;-(

 

Sama Bibi jakby w ogóle się tym wszystkim nie przejmowała, w przeciwieństwie oczywiście do mnie… ;-p

09 maja 2013
Godzina 08:00

Do wizyty u weterynarza martwica objęła większą powierzchnię wzdłuż szwów pooperacyjnych… Podjęte działania:

  • wycięcie i oczyszczenie martwiczych tkanek
  • założenie żelowego opatrunku ułatwiającego ziarninowanie rany
  • zabezpieczenie opatrunku przed zakusami fretkowymi – patrz niżej „fretkowa mumia”
  • „bateria” antybiotykowa i witaminowa


  • mumia… ;-)


Teraz, opracowując ten temat mogę się uśmiechać, wtedy wierzcie na słowo, nie było mi tak wesoło, a wręcz przeciwnie… Jechałam zaryczana 30km do weterynarza z przeświadczeniem, że są to ostatnie minuty Bibułki, ale jak widać, zmumifikowany pyszczek ma bystry i błyszczący wzrok pomimo wszystkich niedogodności i choroby… To przeważyło o podjęciu decyzji, że walczymy dalej o jej zdrowie i życie zamiast eutanazji… ;-)

Reszta dnia mija bez sensacji – karmienie i wieczorna iniekcja leków… ;-)

10 maja 2013
Godzina 18:00

Wracamy do gabinetu naszego weterynarza na zmianę sztywnego, 1-dno dniowego opatrunku żelowego na  mięciutki, cieniutki – 3 milimetrowy, 2-3 dniowy opatrunek granuflexowy w rozmiarze XXL jak dla Bibki, czyli 10x10cm… ;-p

13 maja 2013
Godzina 18:00 

7 dni po operacji, trzecia zmiana opatrunku i widać zdecydowaną poprawę, pomimo niewielkich miejsc martwiczych… ;-)

Oczywiście nie może być całkowicie „różowo” i Bibi już od ostatniej zmiany opatrunku ma widoczne, zewnętrzne objawy kolejnej rujki w wyniku odstawienia maluchów, co niestety niesie ryzyko kolejnej  infekcji bakteryjnej, tym razem macicy… ;-|

20 maja 2013
Godzina 18:00

14 dni po operacji – 7 zmian opatrunku…  Rana już ma tylko 1-1,5cm szerokości i 6-7cm długości… Na Bibi „goi się lepiej niż na psie” słyszę od swojego weterynarza … Już wcześniej odstawiliśmy witaminę C przyspieszającą gojenie rany, teraz zapada decyzja o zaprzestaniu antybiotykoterapii… ;-)

27 maja 2013
Godzina 18:00

21 dni po operacji, 11 zmian opatrunku – niezagojone pozostają tylko dwa, maluteńkie fragmenty na skórze Bibki… ;-) 

 

02 czerwca 2013
Godzina 18:00 

26 dni po operacji, 13 zmian opatrunku… W tym dniu Bibka pozbyła się żelowych opatrunków, które zastąpiła zwyczajna gaza, ale nadal pozostała „muminką”, ale już tylko kilka dni… Później sama, fretkowym zwyczajem, pozbyła się krępujących ją plastrów i była „uzdrowiona”… ;-)

09 czerwca 2013

Profilaktyczna kontrola nie wymagająca żadnej ingerencji – Bibułka, niestety nadal w rui… Intensywnie analizujemy możliwość wszczepienia implantu, gdyż operacja kastracji w jej przypadku jest a wykonalna – tak jak podczas pierwszej operacji jej stan ogólny na to nie pozwalał, tak teraz nowa skórka jest zbyt cieniutka, aby ją ponownie zszyć po zabiegu… ;-|

15 czerwca 2013

Podczas szczepienia maluszków, Bibułka dostaje podskórny prezencik w postaci implantu Suprelorin 4,7mg… ;-)

30 czerwca 2013 

Problem rui i powikłań z nią związanych zamknięty…  Bibi zaczyna porastać nowym futerkiem… ;-)

27 lipca 2013

Mamy nowe zwierzątko… kapibarkę mini… czyli Bibi po amputacji ogonka, na którym po wyleczeniu brzusia pojawiała się zmiana z tendencją to krwawienia po rozdrapaniu przez fretkę… ;-|

03 sierpnia 2013

Zdjęcie szwów z ogonka i pozytywna kontrola zdrowia… ;-)

01 września 2013

Bibułka już po wszczepionym implancie, kolejnej operacji, całkowicie obrośnięta futerkiem i zadowolona z nutką zawadiactwa, jak to w jej zwyczaju… ;-)

Mam nadzieję, że powyższy temat będzie przestrogą dla osób myślących o „zabawie” w hodowlę… Rozmnażanie zwierząt, tylko na pierwszy „rzut oka”, może wydawać się łatwe… W praktyce jest to bardzo trudna dziedzina, wymagająca wiele wyrzeczeń, przeogromnej wiedzy, sporych nakładów finansowych oraz morza samozaparcia i bezgranicznej odpowiedzialności… 

Tylko ta jedna choroba samiczki wymagała lub kosztowała:

  1. 20 wizyt u weterynarza, w odstępach 1-2 dniowych, trwających 3-4h za każdym razem
  2. zrobienia 1200km podczas dojazdów do weterynarza + 200km po mieście w poszukiwaniu maści, antybiotyków i leków oraz odpowiednich opatrunków na zamówienie, wspomagających leczenie
  3. 31 dni dokarmiania 21 maluchów co 4-5h
  4. koszty specjalistycznej diety dla maluchów
  5. koszty 2 operacji
  6. miesiąca snu tylko po 3-4h na dobę
  7. 1 rozbitego lusterka samochodowego, podczas wieczornego powrotu od weterynarza w wyniku totalnego zmęczenia i próby przestawienia „potykaczy” drogowych
  8. 1 drogiego mandatu za prędkość, gdyż trzeba było zdążyć z pracy na karmienie maluchów, a później zapakować Bibi na kolejną zmianę opatrunku na godzinę 18:00 w podmiejskim gabinecie
  9. 2 tygodniowy urlop na „cito”
  10. wiele stresu, zdenerwowania i zamartwiania
  11. 5 prań dziennie
  12. utratę 5kg wagi … ;-)

Bilans – na szczęście, żyjąca samiczka i życie wszystkich 21, zdrowych maluchów… ;-)

W tym miejscu PRZEOGROMNE podziękowania dla dr Botko, za jego poświęcenie (operacja i zmiany opatrunków w dni wolne od pracy), cierpliwość i oddanie w ratowaniu życia mojej małej „djablicy” w białej skórze – aczkolwiek bardzo dzielnej, która nawet ani razu nie pisnęła przy tych wszystkich zabiegach, jakich na niej dokonywaliśmy – tylko całowała intensywniej w momentach odczuwania większego bólu przy ściąganiu przyklejonego do żywego ciała opatrunku… ;-)

Jeden pewnik, gdyby samiczka była choć o jedną dobę później leczona, gdyby nie była na odpowiedniej diecie, gdyby wcześniej choć raz była chora, nawet na głupie przeziębienie, to najprawdopodobniej nie przeżyłaby tej choroby, operacji oraz wszystkich zabiegów… Obie miałyśmy dużo szczęścia, że to przetrwałyśmy… ;-)

Uwaga!

Większość książek lub artykułów, wykorzystanych do opracowania niniejszego tematu, zostało opublikowanych jakiś czas temu, w związku z powyższym niektóre dane, metody leczenia i leki mogą być nieaktualne (wycofane z obrotu lub nigdy nie dopuszczone do obrotu w Polsce), ale Wasz lekarz weterynarii na pewno będzie wiedział czym można je zastąpić.

Większość informacji na tych stronach napisali ludzie, którzy mają duże doświadczenie w hodowli fretek jednak nie są weterynarzami. Wszystkie teksty były konsultowane ze specjalistami.

Każda chora fretka powinna natychmiast znaleźć się u wykwalifikowanego i doświadczonego weterynarza, który specjalizuje się w leczeniu fretek. Pamiętaj fretki należą do zwierząt, u których symptomy choroby występują bardzo późno, co może prowadzić do ich nagłej śmierci. Nie próbuj żadnych “domowych sposobów” bez konsultacji ze specjalistą, nawet jeśli jakiś znajdziesz gdzieś w tekście na tej stronie. Informacje tu zawarte mogą powiększyć Twoją wiedzę i wyczulić Cię na niespecyficzne objawy w zachowaniu Twojej fretki, ale pamiętaj niewłaściwa, samemu postawiona diagnoza może decydować o jej życiu.

Wszystkie prawa zastrzeżone!

by: Ana na podstawie konsultacji z lekarzem weterynarii Panem P. Botko

foto:
1) ferretta.pl
© Fotki, zdjęcia i ryciny zamieszczono w celach poglądowych, dydaktycznych, informacyjnych lub szkoleniowych • © All rights reserved or Some rights reserved, publikacja powyższych zdjęć wymaga zgody autorów 

literatura i linki:
[1] „Tchórz” Marcin Brzeziński, Jerzy Romanowski, 1997
[2] „Hodowla tchórzy” Maria Bednarz, Andrzej Frindt, 1991
[3] „Fretki: warunki zdrowotne, hodowla, rozpoznanie i leczenie chorób” Maggie Lloyd, 1999
[4] „Biology and diseases of the ferret” Fox JG., 1988, 1998
[5] „Ferret husbandry, medicine, and surgery” John H. Lewington, 2000
[6] „Ferret for dummies” K. Schilling, 2007
[7] „How to read your report” Wellness Inc., 1993
[8] „Practical ferret medicine and surgery for the private practitioner” Finkler M., 1993
[9] „Ferret medicine and surgery” Brown S., 1992
[10] „Ferret breeding” James McKay, 2006
[11] 
„Wybrane wskaźniki mleka i krwi suk ze zdrowym i chorym gruczołem sutkowym”, Michał Dzięcioł, Tadeusz Stefaniak, Jan Twardoń, Roland Kozdrowski, Medycyna Wet. 2006, 62(1)
[12] 
„Bakteryjne zapalenia gruczołu sutkowego…”, Tomasz Seweryn, Zdzisław Boryczko, Życie Weterynaryjne 2009, 84(2)
[13] pl.wikipedia.org/wiki/Gronkowce
[14] 
pl.wikipedia.org/wiki/Gronkowiec_z%C5%82ocisty
[15] p
l.wikipedia.org/wiki/Paciorkowce
[16] 
pl.wikipedia.org/wiki/E.coli
[17] 
notatki.e-klasa.info/2008/09/26/mastitis-u-klaczy-suk-i-kotek/
[18] 
woju.webd.pl/podstrona/kastracja.htm
[19] przychodniaweterynaryjna.com/cgi-bin/moin.cgi/guzynowotworowe

  • Krwotoczno-martwicze zapalenie listw mlecznych… Mam nadzieję, że powyższy temat będzie przestrogą dla osób myślących o „zabawie” w hodowlę… Rozmnażanie zwierząt, tylko na pierwszy „rzut oka”, może wydawać się łatwe i prościutkie… W praktyce jest to bardzo trudna dziedzina, wymagająca wiele wyrzeczeń, przeogromnej wiedzy, sporych nakładów finansowych oraz morza samozaparcia i bezgranicznej odpowiedzialności… Tylko jedna, mała chwila nieuwagi, lenistwa może kosztować utratę życia przez fretkę… ;-|