Uwaga!
Poniżej, zamieszczone są zdjęcia bardzo chorych fretek lub wykonane w trakcie przebiegu operacji chirurgicznej, które mogą być niewskazane dla osób nadwrażliwych na takie obrazy i widok krwi!

W styczniu 2008 roku do naszego domku trafiła Nana… wówczas jeszcze bezimienna ;-) … Imię otrzymała po bohaterce powieści Zoli „Nana”, gdzie opisano gorzkie życie kurtyzany… Dlaczego? … Cóż Nana miała być młodą fretką, a jak się ostatecznie okazało miała minimum 3 lata, była brudna i zaniedbana, z szorstkim futerkiem… Obwisłe fałdy skóry na brzusiu, ciągnące się praktycznie po podłodze, świadczyły o niedawnym porodzie i z pewnością nie jedynym w jej życiu… Tak więc jej losy były podobnie burzliwe ;-) …

Nanula okazała się bardzo grzeczną, miłą i mądrą frecią… Imię załapała w mig, z kuwetkami polubiła się natychmiast, jedzonko wciągała w każdej możliwej postaci, totalna pacyfistka bez oznak agresji, ani jednego ugryzienia… Nie miała żadnych chorób, nawet świerzba… I na dokładkę wieczne „guganie”… Całe 1070 gram chodzącego szczęścia… ;-)

W początkowych planach, po rocznym okresie karencji, Nanula miała zostać samiczką hodowlaną… Zadbaliśmy o jej dietę, doprowadziliśmy futerko i kondycję fizyczną do normalności… Po 6 miesiącach z fałdów skóry i kości, co prawda ważących 1070g, otrzymaliśmy 1350g białego mięśniaka o silnej budowie kośćca i muskulatury…

Nie obyło się bez małego problemu, ale z nim daliśmy sobie radę… A mianowicie, karencja karencją, a rujka rujką!… Oczywiście samisi nie ominął coroczny okres godowy, weszła w rujkę, która miała tendencję długotrwałej… Pozbyliśmy się rujki przy wykorzystaniu homeopatii, czyli łagodnej i mało inwazyjnej metody wyciszania… Efektem dość długiej rujki (około 14 tygodni + 5 tygodni iniekcji leku) był wyłysiały całkowicie ogonek na koniec sierpnia, który odrósł z końcem września…

W kolejnym roku Nanulka zrobiła „strajk” i nie kwapiła się do „wyraźnej” manifestacji swojej gotowości do rozmnażania, jej „wisienka” wybiła się połowicznie, później zmalała, a następnie znów zatrzymała się na poziomie „niekompletności”… Przy takiej formie „cichej” rui, trudno jest określić czas trwania rujki, ale na pewno mieliśmy z nią do czynienia, gdyż Nanula pokazała to wyłysieniami: za uszami, na bokach, grzbiecie i łopatkach, ogonie i podbrzuszu oraz tylnych łapkach…

Początkowe plany hodowlane uległy zmianie, gdyż moja świadomość z biegiem czasu również się zmieniła… Już na początku okresu rozrodczego, zweryfikowałam swoją wiedzę i podejście, co zaowocowało postanowieniem, iż samisie mają najwyżej 3 mioty w życiu lub są kryte do 5 roku życia… A jak pamiętamy Nana w tym roku skończyła 4 latka (teoretycznie)… Dodając do tego, uzyskaną wcześniej wiedzę o powodach sprzedaży Nany z małej fermy a mianowicie, że „marnowała” mioty (cokolwiek się kryje pod tym pojęciem), to podjęcie decyzji o wycofaniu Nany z hodowli nie było trudne… ;-)

Mój stosunek do sterylizacji/kastracji fretek nadal nie uległ zmianie… Jestem przeciwna, z wiadomych względów, czyli późniejszych chorób spowodowanych tak drastyczną ingerencją chirurgiczną na organizmie małej fretki!… W tej sytuacji postanowiłam, iż aby pomóc Nanie i wyprowadzić ją z porujkowego stanu, będzie ona pierwszą fretką, która otrzyma implant hormonalny (SUPRELORIN 4,7mg)…

Zabieg implementacji wykonany został 18 08 2009… A dalsze losy Nany będziemy przedstawiać na niniejszej stronce, aby każdy zainteresowany mógł przeanalizować sobie alternatywy sterylizacji/kastracji fretek…

19 08 2009

Chronologia w pigułce

Uwaga!
Poniżej, umieszczone są zdjęcia bardzo chorych fretek lub wykonane w trakcie przebiegu operacji chirurgicznej, które mogą być niewskazane dla osób nadwrażliwych na takie obrazy i widok krwi!

06 01 2008

Pierwszy dzionek w nowym domu, waga 1070g…

15 01 2008

Pierwszy tydzień za nami, waga 1170g…

03 02 2008

I pierwszy miesiąc… ;-)

14 11 2008

Nanuli odrasta przełysiały ogonek…

01 08 2009

Wyłysienia porujkowe… Waga 1166g…



18 08 2009

Implementacja implantu SUPRELORIN 4,7g… Wszczepienie identyczne do chipowania… bez narkozy, czy znieczulenia miejscowego… Nana nawet nie pisnęła… Implant ma działać około 2 lat, a następnie zostanie wchłonięty przez organizm freci…

Waga 1230g…

18 09 2009

Minął miesiąc… Waga 1270g, futerko Nany bez zmian, nadal prześwitujące łysinki… ;-(

20 10 2009

Kolejny miesiąc bez widocznych oznak poprawy, waga 1320g, mocniejsze przełysienia…

Apetyt, aktywność standardowa, nie odbiegająca od normalnej, całkowita ochota na harce i „szaleństwo Majki Skowron”… Pomimo tego, postanowiłam wybrać się na kontrolę, która wykazała dość dużych rozmiarów guz w jamie brzusznej… Był on wyczuwalny kilkanaście miesięcy wcześniej, ale teraz ewidentnie urósł i wzmógł swoją działalność…

Po kontroli u doktorka podjęliśmy decyzję o operacji, którą przeprowadził dziś rano… Nanunia budzi się z narkozy, a jej brzuszek jest wolny od guza jajnika, łącznie z całą jej kobiecością… Niestety jest drugi, nieusuwalny guz na jelicie… Jedyne pocieszenie, że wątroba wygląda na zdrową i to rokuje maleńkiej jeszcze kilka chwil z nami… ;-)




Po badaniach wycinków będziemy mieć jasność z jakim nowotworem mamy do czynienia… Mamy nadzieję, że czas jaki pozostał Nanie, będzie dla niej dobrym okresem i szybko wróci do zdrowia oraz że pozwoli jeszcze nacieszyć oczy swoimi skokami, które są najbardziej wyjątkowe na świecie… ;-)

22 10 2009

Nana była dzielna podczas operacji, bo chciała nawet się obudzić przed jej zakończeniem… Nasz nieoceniony doktor, ocenił jej ogólny stan na dobry, wątroba w niezłym stanie, samisia też silna pomimo choróbska i wycieńczenia hormonalnego…

Wczoraj rano, po 24 godzinach od operacji, Nanunia jeszcze była słabiutka… Po nocy zauważyłam ślady krwawienia moczowego w kuwetce, co mnie zmartwiło, ale po konsultacji z doktorem, uspokoiłam się, bo w rachubę mogło wchodzić oczyszczanie z pozostałości dróg rodnych… Samisia pojadła jajeczko z calo-petem, mięska nie ruszyła… Kupsztale też były i to bez krwi, więc reszta w normie…

Po południu już nerwy puściły, kupsztale i siusiu w normie… Nana zjadła letnią zupkę, mięso nadal ble… Przetuptała dwa metry po łóżku, nawet próbowała „tarzanka”, ale nadal słabiutka, bo poszła spać po powrocie do klatki…

Dziś rano poprawa, w nocy ruszone mięsko i rano pół serduszka z ręki, więcej kupsztal w kuwecie… Ucieszyła się też z odwiedzin pozostałych samiczek… Jesteśmy już większej nadziei… ;-)

23 10 2009

Wczoraj popołudniu i wieczorem oraz dziś rano Nanula posuwała jak mały perszing… Po godzinie ją chowam do klatki, bo aż się boje o przeforsowanie… Wygląda, że weszła też w urojone macierzyństwo bo ciąga dziewczyny za uszy do swoich norek… ;-)

Jakby implant zaczął działać po usunięciu raczyska jajnika… Czekamy na wyniki… ;-| a w środę ściąganko szwów… ;-)

27 10 2009

Nanula ma urojeniówkę, że hej!… Każdym domownikiem chce się opiekować bez względu na gatunek… Implant działa, Nana jest czujna i za wszystkimi biega, sprawdzając gdzie jest i co robi, schudła 100g bo lata więcej niż wszystkie inne frety, razem wzięte… ;-)

Jutro ściągnięcie szwów i wyniki histopatologii… ;-(

28 10 2009

Byliśmy, ściągnęliśmy szwy… Nanunia ma się dobrze, a do jej grona „implantowanych” dołączyła Sky i Luna… ;-)

04 11 2009

Taaaa! Teraz mam jedną „urojeniówkę’, drugą „rujkówkę”, a trzecią „pieszczochę”… Jedna lata w poziomie, druga funkcjonuje w pionie, a trzecia w zależności od widzimisię, raz pion, raz poziom… Wesoło! Mówię Wam… ;-)

14 11 2009

Po trzech tygodniach od operacji na skórce Nanuni widać w końcu odrastające futerko… Tylko ogonek jeszcze się opiera… Fajnie wygląda z równo rosnącym, mięciutkim futerkiem… Samopoczucie bez zmian, biega, podskakuje, jednym słowem „szał ciał”, jedynym objawem choroby są spontaniczne wymioty, bardziej może wyplucie nadmiętoszonego mięsa niż faktyczne torsje… ;-|

06 12 2009

Skorzystaliśmy z zaproszenia pana doktora na testowanie USG… Niestety, to co uwidoczniło badanie nie jest „kolorowe”…

„… Pęcherz moczowy wypełniony niewielką ilością bezechowego moczu, ściana pęcherza bz. Nerki zepchnięte przez heteroechogenny, rozległy twór długości kilku centymetrów, średnicy ok. 2,5cm, największa masa tworu zajmuje przednią część śródbrzusza oraz sięga prawego przodobrzusza. Tłuszcz okolicy przodobrzusza ma zwiększoną echogenność (zapalenie). Żołądek i dwunastnica wykazuje aktywne ruchy perystaltyczne (po jedzeniu?).

Zmiana uciska na narządy jamy brzusznej, struktura otaczających pętli jelit wydaje się prawidłowa. Prawdopodobnie zmiana nie na cieka na pojawiające się w polu zmiany pętle jelit cienkich.

Nerki z pojedynczymi cystami średnicy ok. 0,32cm w biegunie doogonowym nerki lewej. Prawa nerka zepchnięta struktury (…?). W miąższu śledziony liczne hyperechogenne pasma (zwłóknienie? inne?). W jamie otrzewnej niewielka ilość płynu, widoczna w kącie pęcherza moczowego. Wątroba nie powiększona, jednorodna. …”

Niestety twór bardzo szybko rośnie, od 20 października powiększył się o 1cm (z 1,5cm do 2,5cm)… Nie jest to pocieszające… Zachowanie Nany nadal bez zmian, zadowolona z siebie trzpiota… ;-)

Torsje są, ale nieczęsto, ogonek „zainfekowany” futerkiem w 1/3… Jeszcze końcówka czeka na „ubranko”… ;-)

22 12 2009

Byliśmy na szczepionku, które było przekładane i przekładane z uwagi na chorobę… Nana przeżyła je bezboleśnie i bezobjawowo, nadal jest wesołą fretulką, nawet pokazała swoją „szaloną karuzelę”, którą ja osobiście uwielbiam ;-) … Dostaliśmy Ipakitine, aby wspomóc zacystowane nereczki… Ogon odrośniety w 1/2 długości… Oporny!… ;-)

04 01 2010

Nana mówi Wam „cześć” i życzy szczęśliwego Nowego Roku… Fajerwerki oglądała i podobały się, nie wzbudziły w niej strachu… ;-)

Dzisiaj popołudniu Nanunia osłabła, pierwszy raz od czasu operacji… ;-( Zwężyły i zaszkliły jej się oczęta, po krótkim spacerku, bez szaleństw poszła spać… Dostała oliwkę z wodą i podjadła troszkę zupki z żółtkiem i masełkiem… ;-|

06 01 2010

Po jednodniowym kryzysie Nanunia znów jest sobą ;-) … Znów szaleje i lata jak fryga… Waga o dziwo cały czas utrzymuje się na poziomie 1170g… To nie jest zły objaw… ;-) … Tak wiem… pocieszam się… ;-)

02 02 2010

Zostawiła mnie… nagle… przegrała z chorobą… przynajmniej tuliłam ją gdy odchodziła… Na zawsze zostanie w moim sercu mój kochany Nanulek… ;-(

by: Ana

foto:
1) ferretta.pl
Fotki, zdjęcia i ryciny zamieszczono w celach poglądowych, dydaktycznych, informacyjnych lub szkoleniowych • 
© All rights reserved or Some rights reserved, publikacja powyższych zdjęć wymaga zgody autorów

  • admin

    Historia Nany… pierwszej fretki w naszym stadku z wszczepionym implantem SUPRELORIN 4,7mg… ;-)

  • Nanunia budzi się z narkozy… Niestety z całą pewnością są to nowotwory… Teraz tylko czekamy na wynik badania oraz wyrok z tym związany… ;-(

  • Nana coraz silniejsza… ;-)

  • Yuuupiii… Nanunia lata jak perssszzing… ;-)

  • anelram

    wymiziaj Nanuśkę, buziaki dla Was :*

  • wymiziane… ;-) wymiziaj od nas Marka… hihi kiedy nas odwiedzicie???

  • Asia

    Cieszę się, że z Nana powoli wraca do zdrowia:) Teraz to ona ci matkuje:)

  • Ano… kochany, mój Nanul… ;-)