“… Fretki posiadają 40 chromosomów w każdej komórce diploidalnej, z których połowa, jak u innych ssaków, pochodzi od jednego z rodziców. Unikalny zestaw cech stworzony przez zgromadzenie rodzicielskich genów, posiadanych przez każdego szczeniaka, decyduje o jego budowie ciała, kolorze oczu i futra, inteligencji, usposobieniu, płodności, sprawności fizycznej, itd. Nie uwzględnia to wpływu środowiska…”

Na początku skupmy się na słowie UNIKALNY, będzie to kluczowe słowo w tym opracowaniu… Co oznacza „unikalność”, ni mniej ni więcej, niepowtarzalność, niejednolitość i po prostu odmienność… Jakie ma to znaczenie dla nas, a raczej dla naszych fretek?… I tu wrócimy do oczywistej OCZYWISTOŚCI – unikalność genów naszych fretek da nam pewność, że będą to zdrowe fretki, że będą to miłe, zabawne i wesołe fretki oraz że będą to fretki długo żyjące… A niby jakim cudem?… Przeczytajcie i sami wyciągnijcie wnioski jakich fretek od dzisiaj będziecie pragnąć?… ;-)

Ale cofnijmy się troszkę w czasie… Tysiące lat temu rozpoczął się proces udomawiania dzikiego tchórza… Otrzymane w ten sposób fretki wykorzystywano do określonych celów: jedne pozostawały w domostwach i tępiły gryzonie, inne były sposobione do łowiectwa i wyłapywały króliki, zające lub inne małe zwierzątka z ich norek, a jeszcze inne były uczone walki z jadowitymi wężami… Jak nietrudno się domyślić, do każdej z tych rodzajów „prac” fretka musiała mieć UNIKATOWE PREDYSPOZYCJE… Te do łapania myszy, musiały mieć odpowiednią budowę ciała, aby poradzić sobie z domowymi zakamarkami i dziurami, a te które pracowały na zewnątrz musiały być bardzo sprawne fizycznie, zwinne, posłuszne i widoczne (tu często przysposabiane były albinosy, które odcinały się kolorystyką, a raczej jej brakiem, od otoczenia)…

Ówcześni hodowcy wybierali do hodowli osobniki, które spełniały wszystkie kryteria w drodze eliminacji osobników nieodpowiednich, np. zbyt dzikich i agresywnych, nieposłusznych, cherlawych, itd., a pozostawiali osobniki łagodne i inteligentne, skore do nauki… W ten sposób tworzono linie fretek wyspecjalizowanych i maksymalnie dostosowanych do wyznaczonych im zadań i środowiska w jakim żyły, czyli do współistnienia z człowiekiem…

Wracając do niedalekiej przeszłości… Tylko, a może, aż 40 lat temu w fermach futrzarskich, bo takie główne przeznaczenie miały fretki w tamtym okresie, czyli rolę „futra”, prowadzono stada podstawowe, rozpłodowe… Stado podstawowe to nic innego jak osobniki zakwalifikowane do rozmnażania, taka pula genetyczna, która jednocześnie jest źródłem nowych genów (reproduktorów) do dalszej hodowli, jak i źródłem skór, celu dla którego ferma futrzarska w ogóle ma rację bytu… A jakby nie było, to właśnie stan i jakość skóry (cel ferm) najszybciej wskazuje na stan zdrowia tego naszego specyficznego zwierzaka, jakim jest fretka, albo od innej strony – na pewno nie uzyskiwano dobrych jakościowo skór od małych, cherlawych, chorych i źle żywionych zwierząt… Tylko zdrowe, silne i odpowiednio odżywione fretki mogły dawać najlepsze futra… Odsuwając na bok, ten niemiły aspekt z życia naszych fretek, jednocześnie możemy zwrócić uwagę, iż na fermach była stosowana OSTRA selekcja osobników do reprodukcji… Rozmnażanie danego osobnika było możliwe, gdy miał on znane minimum dwa pokolenia przodków (w przypadku polskiego pochodzenia) i minimum jednego pokolenia wstecz (gdy był zwierzakiem z importu)… Rolą osobników zagranicznych było uszlachetnienie, wzmocnienie i wprowadzenie świeżych genów… Jak widzimy już 40 lat temu na takich fermach futrzarskich nie rozmnażano zwierząt bez jakichkolwiek zasad hodowlanych, a tym bardziej bez pochodzenia, ale wg obowiązującego wzorca, opracowanego przez Centralną Stację Hodowli Zwierząt, zatwierdzonego przez Ministerstwo Rolnictwa i Gospodarki…

Teraz zajmijmy się teraźniejszością…

Fretki jako zwierzęta towarzyszące człowiekowi, zagościły w naszych domach 10-12 lat temu (w Polsce, za granicą dużo wcześniej), wtedy najczęściej fretkę kupowano bezpośrednio z fermy futerkowej lub na specjalne zamówienie w sklepie zoologicznym (gdzie pochodzenie zwierzęcia było takie samo jak w pierwszym przypadku).

Po paru latach – 5-6 lat temu – zaczęły pojawiać się prywatne, domowe hodowle, które swym działaniem zapragnęły stać się silną konkurencją dla ferm, pomysł godny pochwały, ale obciążony pewną skazą – hodowle domowe nadal zaopatrywały się w osobniki hodowlane, w tychże… fermach lub sklepach zoologicznych, lub innych „podejrzanych” miejscach, a co gorsze całkowicie zaniedbały genealogię tych zwierząt, rozmnażając fretki bez ładu i składu! Jeszcze 4-5 lat temu, całkowicie dopuszczalne było używanie osobników bez rodowodu, tzw. No Name (w skrócie NN), pod warunkiem kojarzenia go z partnerem, który nie pochodził z tego samego miejsca pochodzenia. Czyli samiczka z Zabrza była kryta samcem ze Szczecina… Odległość geograficzna mogła być czynnikiem wykluczającym bliskie, czy dalsze spokrewnienie tej parki, ale czy na pewno??? Czy odległość mogła zapewnić 100% pewność, iż obie te fretki nie pochodzą z fermy w Toruniu?… Tu może jeszcze zatrzymajmy się przy definicji fretki NN – to taka fretka, której ani nie znamy miejsca urodzenia, ani nie znamy żadnych szczegółów dotyczących rodziców i dalszych przodków, czyli są to wszystkie fretki z fermy wydane bez papierów, kupione w sklepie zoologicznym lub na aukcji internetowej, adoptowane, ze schroniska lub każdego innego miejsca umożliwiającego jej nabycie, w tym i z hodowli specjalizujących się w rozmnażaniu NN… Kochani każda fretka, której rodzice pochodzą właśnie z takich miejsc, również jest osobnikiem NN, bo mamusia ze sklepu zoologicznego, a tatuś z fermy masowej, to żadne POCHODZENIE! Nadal nie wiesz czy ten freciak połączony z kolejnym partnerem, nie jest z nim przypadkiem spokrewniony!

Czym jest dla hodowcy znajomość genealogii posiadanej fretki?

Drzewo genealogiczne to rodowód naszej fretki, pozwala on – w pierwszej kolejności – na określenie pochodzenia, czyli miejsca urodzenia i określenie puli genetycznej naszego osobnika oraz ważnych informacji o przodkach, ich odmianach barwnych, datach narodzin i śmierci, ale co najważniejsze, pozwala nam przestudiować linię pod względem zdrowotności i przekazywania ewentualnych wad genetycznych, innych chorób oraz cech osobowościowych, które przekazują dalszym pokoleniom…

Dzięki rodowodowi, hodowca wie jakiego partnera dobrać dla swej fretki, by otrzymać potomstwo, u którego ujawnią się pożądane cechy, a jednocześnie umożliwi eliminację parterów „ryzykownych”, np. gdy wiadomo iż w jego przodkach były osobniki głuche… Tak więc rodowód pozwala nam unikać ewentualnych, możliwych problemów, które ujawniłyby się gdybyśmy skojarzyli z tym osobnikiem naszą fretkę bez wcześniejszej wiedzy o jego przodkach…

Rodowód jest zabezpieczeniem, furtką dzięki której można wyeliminować do minimum niebezpieczeństwo narodzenia się chorych, czy obciążonych genetycznie szczeniąt. Oczywiście takie niebezpieczeństwo istnieje zawsze, jednak w porównaniu do kojarzenia osobników NN, jest dużo mniejsze.

Dlaczego więc hodowle nadal używają do rozrodu osobników bez znanej genealogii, kiedy możliwości dobrania partnera mającego „drzewko” są duże?

Na to pytanie trudno odpowiedzieć, może to niewiedza, wygoda, lenistwo, a może brak środków finansowych na dobry materiał genetyczny… Nie wiadomo!… Jednak jako hodowle, które podpierają się stwierdzeniem, że jest to zajęcie hobbystyczne oraz jako hodowcy dbający o poprawę materiału genetycznego polskich, domowych fretek nie powinni tego robić… Bo czymże wtedy różnią się od ferm? Niczym! A nawet są gorsi, bo na fermach nie dopuszcza się do depresji inbredowej… Kto zrozumie taką mentalność?!

Tak jak żaden opiekun nie powinien sugerować się wyłącznie wyglądem fretki, tak na pewno żaden „odpowiedzialny” hodowca nie powinien dobierać do hodowli osobników patrząc się tylko i wyłącznie na ich fenotyp, pomijając całkowicie genotyp!… Nawet zjawiskowo piękna fretka o nieznanym drzewku może być „bombą” genetyczną, która z braku tego ważnego szczególiku – pochodzenia – oraz bez dokumentu, jakim jest rodowód, bez całkowitej znajomości jej przodków może wydać na świat potomstwo agresywne, chore lub martwe… Nawet z pozoru zdrowe szczenię może niemile zaskoczyć nowych opiekunów, gdy okaże się, że jest głuche lub niewidome, albo „makabrycznie” agresywne (co może objawić się dopiero po aklimatyzacji – zapoznaniu z nowym domkiem i nowymi opiekunami), o czym sam hodowca „nie wiedział” (no bo skąd? skąd może wiedzieć, czy jeden z przodków nie był przypadkiem dzikim tchórzem jeśli rozmnożył osobnika NN i nic nie wie o jego rodzinie?) lub „nie poinformował”.

Uświadomienie

Niestety świadomość ludzi jest nadal na niskim poziomie, kiedy w hodowlach psich i kocich co druga, trzecia osoba jest zainteresowana pupilem z konkretnej linii, pyta o rodowód i jest nim żywo zaciekawiona, tak w hodowlach fretek jest to rzadkością…

Ludzie chcący zakupić pewnego, zdrowego przyjaciela, o którym z dumą będą mogli opowiadać, że wygląda jak ojciec, charakter ma po matce, a ciemny nosek po dziadku powinni zainteresować się genealogią pary, po której chcą zakupić malucha, dokładnie wypytać hodowcę o wszystkie znane mu na temat fretki i jej rodziny informacje…

Po przeczytaniu powyższego, można zadać sobie jedno z nasuwających się pytań: „w czym te NN’ki są gorsze od fretek z drzewkiem”?

NN… wizualnie (fenotypowo) nie są gorsze, czy brzydsze, to takie same fretki jak te „rodowodowe” i tylko wizualnie. Rodowodowo (genotypowo) są nie do przyjęcia jako osobniki, które można rozmnażać!… Dlaczego? Właśnie dlatego, iż nic o nich nie wiemy. Nie wiemy z jaką rasą/podgatunkiem mamy do czynienia, nie wiemy jakiego koloru byli rodzice, jaki przybliżony genotyp przekazują, jaki behawior odziedziczyły i co będą przekazywać dalej, a w końcu czy chorowały, na co i czy nie są obciążone chorobami i wadami genetycznymi, które również mogą przenieść na potomstwo. A Ty później kupisz takiego potomka i będziesz się dziwił:

  • dlaczego lekarz nie może postawić diagnozy?
  • dlaczego ta moja „wspaniała” fretka tak często choruje?
  • dlaczego ta moja „nieunikatowa” fretka mnie nie słucha?

Często spotykamy się ze stwierdzeniem: „moja fretka wygląda inaczej od innej, więc nie jest z nią spokrewniona”. To czysta bujda! Często bywa, że  rodzeństwo z jednego miotu wygląda jakby każde było po innych rodzicach (z pewnymi wyjątkami), albo dwa różne mioty są prawie bliźniacze! Istnieją specjaliści, potrafiący wskazać konkretne gałęzie rodzinne, tylko po specyficznych dla danego rodowodu cechach, ale nie oszukujmy się – nam, jako „zwyczajnym” nabywcom, ta umiejętność na pewno nie będzie dana. Tak więc, zapomnijcie o wykluczeniu pokrewieństwa fretek „na oko” i bez rodowodu!

Inne stwierdzenie, że „fretkę NN można łączyć z drugą fretką, posiadającą drzewko”, to również kolejny wymysł osób nie znających się na hodowli. Czym fretka bez drzewka ma wspomóc istniejącą linię partnera? Bynajmniej nie fenotypem, bo już nie raz matka natura pokazywała swą moc i z pary wspaniałych fenotypowo zwierząt otrzymano miot, który odziedziczył najgorsze cechy, chyba wszystkich swoich przodków razem wziętych, począwszy od „mizernej” budowy ciała, poprzez „nijaki” kolor i umaszczenia, a na „beznadziejnym” behawiorze skończywszy.

Na koniec – hodowla w swych założeniach ma doskonalenie gatunku, który hoduje, czy tylko rozmnażanie? Trudno uwierzyć w to pierwsze w przypadku fretek, gdyż używanie osobników bez drzewek (NN) jest tego odwrotnością. Pozostaje tylko drugi człon tego pytania – ROZMNAŻANIE – tylko w imię czego?

Depresja inbredowa

Podsumowując, używane w hodowlach osobniki NN do rozmnażania mogą przyczyniać się do degeneracji polskich fretek, co jest spowodowane depresją inbredową, czyli kojarzeniem w bliskim i dalszym pokrewieństwie… Połączenie jednej lub obu fretek o NN pochodzeniu jest obciążone dużym prawdopodobieństwem, że właśnie tak się dzieje… Spójrzcie na skutki depresji inbredowej:

  • obniżenie płodności
  • obniżenie żywotności
  • zahamowanie tempa wzrostu
  • zmniejszenie mleczności
  • zmniejszenie plenności
  • osłabienie budowy ciała
  • wzrost zachorowalności na nowotwory
  • itp.

Coś Wam to przypomina?… Czyż nie taki stan przedstawiają polskie hodowle, który z roku na rok się pogarsza? Zastanówcie się nad tym…

Maluch z pochodzeniem

Czasami usłyszycie takie zdanie, albo sami tak uważacie „… Nie potrzebuję fretki z drzewkiem, bo nie będę jej rozmnażać…”… Ale czy tylko rozmnażanie determinuje zasadność wybierania fretek z pochodzeniem?

Decydując się na malucha z pochodzeniem i drzewem genealogicznym nie wykluczasz wszystkich komplikacji, czy chorób, ale przynajmniej minimalizujesz je do „minimum”… Jak? To proste… Drzewko rodzinne od razu powie Ci o stopniu inbredu lub jego braku, a rzetelne szczegóły, tj.: kolor, umaszczenie, długość włosa, nazwy hodowli, daty urodzin i śmierci, ewentualnie przyczyny śmierci, powiedzą Ci z jakim materiałem genetycznym masz do czynienia… Na dodatek wiesz, że to wielopokoleniowa linia wychowana w domu, a nie na fermie, ogródkach działkowych w stanie półdzikim, czy w sklepie zoologicznym… Kilku pokoleniowe, potwierdzone i bardziej lub mniej odpowiednie kojarzenie oraz bytowanie z człowiekiem może świadczyć, że fretka jest o odpowiednich cechach, które nas najbardziej interesują, tj.:

  • inteligencja
  • usposobienie
  • sprawność fizyczna
  • wielkość (jest dużym i dorodnym osobnikiem)
  • budowa ciała (silna i proporcjonalna)
  • płodność (również jest niezłym miernikiem zdrowia)
  • i najważniejsze, samo zdrowie!
  • itd.

Twoje NIE!

„… Kiedyś, ludzie hodujący fretki automatycznie wybierali takie, które najlepiej spisywały się przy polowaniach. Te, które przychodziły na wołanie, z łatwością wypędzały zdobycz z nor, pozwalały się dotykać bez mocnego gryzienia oraz były zdrowe pomimo trzymania w grupach i w małych klatkach oraz te, które były skore do zabawy…”

Czy obecni hodowcy zapomnieli o tych podstawowych cechach? Niektórzy na pewno!… Bo jak chcą osiągnąć te cechy w potomkach nieznanych rodziców? Mi przychodzi na myśl – a nuż się uda wyprodukować „fajne” maluchy (zawsze szanse są fifty-fifty), a może tresura lub „czary mary”? To oczywiście żarty, tylko dlaczego, to wszystko tak bardzo przypomina nam zabawę w „rosyjską ruletkę”?

Wy jako obecni i przyszli opiekunowie fretek, powiedzcie stanowcze NIE tym hodowcom, którzy zapomnieli o Waszym dobrze jak i dobrze zwierząt!… Powiedzcie NIE bezmyślnemu rozmnażaniu osobników NN i po prostu omijajcie takie hodowle szerokim łukiem…

Decydując się na zwierzaka, na ukochaną fretkę, wybieraj tylko te hodowle, które mają UNIKALNY, różnorodny genotyp i potwierdzone POCHODZENIE oraz posiadają informacje na temat całej, znanej rodzinki!

Hodowcy z NN’kami tracąc rynek zbytu może zaprzestaną tego procederu… I niech nie skusi Was niższa cena NN’ka (choć często jest nawet wyższa od zwierząt z rodowodem – bo w końcu o kasę chodzi!)… Niski koszt zakupu często łączy się z późniejszym, wysokim kosztem utrzymania (leczenia weterynaryjnego!) lub socjalizacji… ;-|

Rodowód

Drzewka, które mają tylko dane dotyczące imienia i koloru fretki nie są RODOWODEM… To tylko nic nie wart świstek papieru… Poprawny rodowód zawiera szczegółowe dane samej fretki, jak i jej przodków, tj.:

  • imię fretki i nazwę hodowli lub nazwisko hodowcy, tzw. przydomek fretki, który fretka zawsze dziedziczy po mamie – z hodowli, w której się urodziła i została wychowana (dobrze jak są to hodowle, z którymi można nawiązać kontakt mailowy lub telefoniczny)
  • barwę, umaszczenie i długość włosa
  • datę urodzenia
  • nr chipu
  • ilość rodzeństwa (mile widziane imiona)
  • daty i przyczyny śmierci (starszych przodków)

Uwaga: możecie spotkać się z bardzo nieuczciwymi hodowcami, którzy posuwają się nawet do oszustwa i „preparują” swoim fretkom „ładne” rodowody… I co w takiej sytuacji? Internet – naszym przyjacielem… Zawsze sprawdźcie takie otrzymane drzewko – wpiszcie w wyszukiwarkę imię fretki z przydomkiem i jeśli nie znajdziecie ani jednej strony, ani jednej wzmianki o tej fretce albo hodowli i jej danych teleadresowych (dzięki którym można potwierdzić tożsamość fretki), to praktycznie możecie być pewni „mocno naciąganych” korzeni tegoż zwierzaka!

Od Waszej decyzji i wyboru będzie zależał dalszy los nie tylko Waszej fretki, ale i innych oraz Was samych…

by: Ana 

foto: 
1) ferretta.pl
© All rights reserved or Some rights reserved, publikacja powyższych zdjęć wymaga zgody autorów 

literatura i linki:
[1] „Tchórz” Marcin Brzeziński, Jerzy Romanowski, 1997
[2] „Hodowla tchórzy” Maria Bednarz, Andrzej Frindt, 1991
[3] „Fretki: warunki zdrowotne, hodowla, rozpoznanie i leczenie chorób” Maggie Lloyd, 1999
[4] „Biology and diseases of the ferret” Fox JG., 1988, 1998
[5] „Ferret husbandry, medicine, and surgery” John H. Lewington, 2000
[6] „Ferret for dummies” K. Schilling, 2007
[7] „How to read your report” Wellness Inc., 1993
[8] „Practical ferret medicine and surgery for the private practitioner” Finkler M., 1993
[9] „Ferret medicine and surgery” Brown S., 1992, 2001
[10] „Ferret breeding” James McKay, 2006