autor: Cowboy

Tylko nie fretka!

Po trzech psach z których Mufi (spaniel) i Pajda (jamnik) dali się poznać zarówno jako wspaniali przyjaciele, ale też jako wielki obowiązek związany z psimi wymaganiami, przeszedł w naszym nowym domu czas na szczura Mańka.

Maniek miał uwolnić nas domowników od wczesno-porannych spacerów przed pójściem do pracy, zabłoconej łazienki, zdewastowanego w poszukiwaniu nornicy trawnika w ogrodzie oraz problemu wyjazdów na wczasy z psem. Szybko przekonaliśmy się, że ta mała istota wprawdzie nie wymaga takiej opieki jak pies, ale za to potrafi gromadzić pod kominkiem zapasy jedzenia przekraczające wielokrotnie jego wagę, znaczyć teren oraz uciszać domowy sprzęt nagłaśniający poprzez przegryzanie kabli. Kiedy już opanowaliśmy technikę pilnowania go, odnajdowania w kryjówkach i łapania na plaży w Juracie, Maniek niespodziewanie zachorował na cukrzycę i odszedł od nas. Powstało pytanie: kto następny? To, że jakiś zwierzak z nami zamieszka było pewne, ale jaki? Tego nie wiedzieliśmy. Trudno nam też było zdecydować i dokonać wyboru. Szczur? – za krótko żyje. Pies? – wychodzenie na spacery. Kot? – problem z alarmem w domu. Ptak? – mało kontaktu. Królik? – bardzo mało kontaktu. Rybki? – całkowity brak kontaktu. Gad? – nie można się przytulić. Ostatecznie stanęło więc na … niczym.

Wizyty w sklepach zoologicznych w celu znalezienia domowego pupila i rozmowy ze sprzedawcami też nie rozwiewały naszych wątpliwości i problemów. W prawdzie podczas jednej z wizyt zauważyliśmy w klatce szamoczącą się bestię (fretkę), która na chwilę przykuła naszą uwagę, ale pomysł kupienia jej odrzuciliśmy jako niedorzeczny. Dlaczego? Cała klatka trzęsła się od prób wydostania się więźnia, a wywrócona kuweta i totalny bałagan uzmysłowił nam, czym grozi zamieszkanie po wspólnym dachem z fretką. Dodatkowo zasłyszane od oglądających fretkę klientów opowieści, jak to one potrafią zniszczyć firanki, meble, kanapy lub dywany utwierdziły nas w przekonaniu, że to zwierzę nie może zamieszkać z nami. Po około dwóch tygodniach podczas zakupów, chyba jedynie z przyzwyczajenia odwiedziliśmy ponownie ten sam sklep zoologiczny.

W klatce już nie było fretki bestii, ale smutny zwierzak, który wprawdzie miał w klatce taki sam bałagan, ale był to już tylko wynik rozpaczy, a nie szaleństwa. Wprawdzie po zejściu z hamaka biegał po klatce, ale sposób w jaki to robił był już zupełnie inny. Wystarczyło popatrzeć w jego oczy, by zobaczyć w nich rezygnacje i zagubienie. Szkoda go – pomyśleliśmy, ale przecież to fretka, a my nie mamy ochoty na remont generalny naszego domu. Kolejnym dniem była sobota. Pogoda nie sprzyjała wyjściu i po śniadaniu z konieczności zabijaliśmy nudę przed telewizorem . Kiedy zauważyłem smutną minę mojego syna Mateusza, spytałem co go trapi. W odpowiedzi usłyszałem, że myśli o … samotnej fretce w sklepie, ale rozumie, że nie możemy jej kupić. Nagle zdałem sobie sprawę, że gdzieś w podświadomości moje myśli od czasu do czasu, również krążą wokół tego samego tematu. Zastanowiłem się i pomyślałem: a dlaczego nie? – przecież to głownie od nas zależy, jak go wychowamy i na co mu pozwolimy. Od tego momentu sprawy potoczyły się błyskawicznie. Krótka rozmowa z moją wspaniałą zaskoczoną żoną Bożenką i po chwili już dzwoniliśmy do sklepu, by ustalić warunki zakupu.

Zakupy w sklepie fretki, klatki i wyprawki doprowadziły do ruiny stan mojego konta, ale już było za późno. Po krótkiej podróży nasz nowy lokator został wniesiony do domu i po otworzeniu drzwiczek klatki z niepewnością i wyraźna obawą powoli wyszedł na zewnątrz. Pierwsze kroki to bojaźliwe zwiedzanie pokoju oraz zapoznawanie się z otoczeniem i nami. Mijały kolejne minuty, a nasz lokator z coraz większą swobodą dreptał po pokoju i widać było, że dociera do niego powoli to, że świat nie ogranicza się jedynie do klatki. Nagle ni stąd ni zowąd fretek (to samczyk) podskoczył. Kolejne podskoki po chwili zmieniły się w taniec, którego po raz pierwszy byliśmy świadkami. Biegał, podskakiwał, obijał o komody, wbiegał i chował pod kanapą, wybiegał spod niej, wskakiwał w górę i ponownie biegał jak szalony. Po chwili zrozumieliśmy, że to nic innego jak taniec radości. Wszelkie próby złapania go były bezowocne, zwłaszcza z powodu naszego strachu przed ugryzieniem, ale właściwie to nie było powodu, by go łapać. No może jeden, ale przecież to tylko mały dziki zwierzak, który musi się nauczyć tego gdzie się robi siku i kupkę. Kolejne dni to wzajemne poznawanie się i nauka (głownie Mańka) właściwych zachowań. Te pierwsze dni to również wspaniały zapach małej fretki, który pozostawiony na ubraniu towarzyszył nam w pracy i w szkole.

Od tego momentu minęło trzy miesiące. Maniek Wielki (taki przydomek dostał w celu odróżnienia od poprzedniego Mańka) jest wspaniałą, kochaną i grzeczną fretką i obalił wszystkie mity o fretkach: że gryzą, że śmierdzą, że niszczą. Wprawdzie odziedziczył swoje imię po szczurku, ale zanim docelowo zaczęliśmy go tak nazywać przeszedł kolejno imiona: Gryzio, Dyzio, Śpioszek i Flaczek. Wszystkie one odzwierciedlają jego zachowanie i cechy charakteru, które zna każdy, kto ma fretkę. Maniek Wielki opanował trudna sztukę chodzenia po schodach i jest go pełno w całym domu. Kiedy jest na wolności wszystkie drzwi muszą być pootwierane, bo uwielbia wchodzić do różnych pomieszczeń i znajdować sobie miejsca do drzemek: dolna półka w szafie w sypialni, koszyk wiklinowy pod moim biurkiem, garderoba w wiatrołapie, skrzynia z kocami w salonie, czy zwinięty karimat Mateusza. Kiedy bawi się z nami w berka gryzionego jest delikatny i choć nieźle kąsa, to nie ugryzł nikogo (no może raz czy dwa, ale to było na początku i nie warto wspominać). Swoim temperamentem i radością życia wniósł do naszego domu nie tylko mnóstwo śmiechu i radości, ale też pogody ducha i miłości.

W sobie tylko znany a niezrozumiały dla nas sposób zbliżył nas wzajemnie do siebie i nie wyobrażamy sobie, jak mogliśmy mieszkać bez niego. Jest uwielbiany przez wszystkich i lubi nas wszystkich, ale w szczególności upodobał sobie Bożenkę, co nie jest dziwne, bo jej miłość do zwierząt jest wielka.

A po z tym to facet i ja mu się nie dziwię – ma gust tak dobry jak ja.

by: Cowboy

foto:
1) Cowboy
© All rights reserved or Some rights reserved, publikacja powyższych zdjęć wymaga zgody autorów