Wielu opiekunów jednej fretki prosi mnie o rady, które postanowiłam przelać na ekran komputerka… W ostatnim czasie jest tendencja do chowu dwóch fretek, a nie jednej… Co osobiście uważam za dobrą „modę”… Bardzo podoba mi się podejście władz Szwajcarii, które nie dość, że wydają pozwolenie na posiadanie fretki w domu, to jeszcze te pozwolenie jest obostrzone dość rygorystycznymi warunkami:

  • jeśli chcesz mieć fretki w domu to musisz zakupić minimum dwie od razu
  • musisz tym fretkom zapewnić minimum 4m2 (klatka lub pomieszczenie) o dużym urozmaiceniu i odpowiednim wyposażeniu (rury, kryjówki, kąpieliska suche i mokre)

To bardzo mądre prawo, pod którym osobiście się podpisuję i nieśmiało będę czekać, aż w Polsce powstaną podobne zapisy, dla dobra fretek (nie ma porównania między smutnym wzrokiem fretki jedynaczki, a łobuzerskimi iskierkami w oczach dwóch „szatanów”… ;-)

Kwestia łączenia fretek jest oddzielnym “rozdziałem”… Najlepiej i najłatwiej jest połączyć dwie młode fretki przed wystąpieniem pierwszej rujki… Z biegiem czasu jest to coraz trudniejsze i “ostrzejsze”, ale nie niemożliwe do wykonania… Tylko trzeba mieć dużo cierpliwości i trochę „znieczulicy”… Należy ogłuchnąć na „płacz, krzyki” jednego i „wrzaski” drugiego, stracić powonienie i nie czuć bąków, ewentualnie ze stoickim spokojem wycierać zapaskudzoną podłogę i podmywać dupska „osrańców”…;-)

Najlepsza metoda na dwa freciaki w domu

Wiecie? Nie?… Cóż to proste, najlepiej kupić dwie od razu, w wieku przedrujkowym ;-) … Podobny wiek, podobna socjalizacja i od początku frecie będą dla siebie rodzinką…

Najlepiej wybrać podobną płeć… Dwie samiczki lub dwa samce, niestety przy tej drugiej opcji musimy pamiętać, iż w wieku 6-9 miesięcy czeka nas wszczepienie implantu lub kastracja, aby zapobiec walkom podczas rozpoczynającej się rui… ;-)

Dołączenie nowej fretki do starego domownika

Jak wiemy fretki są zwierzętami terytorialnymi, zwłaszcza samice, ale i samce tchórza mają w naturze swój areał… Jest on tylko większy niż samic i przeważnie swym zasięgiem obejmuje kilka lub kilkanaście areałów swoich „pań”…

Czyli w przypadku już „starego” domownika możemy mieć problem z przygarnięciem „nowego”, choć nie zawsze… Wszystko zależy od wieku i charakteru naszego pupila… Jeżeli do tej pory nie miał kontaktu z innymi fretkami, to możemy wybrać się na spotkanie fretkowe i sprawdzić jego relację z innymi ogoniastymi… Choć najlepiej sprawdzić to na swoim terytorium i zaprosić obcą fretkę do własnego domu, na „osobisty” teren naszej fretki… Przeważnie zachowania w tych dwu miejscach są skrajnie różne… Park jest nieznanym miejscem do obwąchania i poznania, a dom jest „naszą twierdzą” do bronienia… ;-)

Przeważnie kilka chwil wystarczy, aby zorientować się czy mamy „agresora”, czy „ciepłe kluchy”, które chętnie zaprzyjaźnią się z nowym towarzystwem w każdym wieku… ;-)

„Agresor” też nie przekreśla szans na nową fretkę w domu, tylko łączenie będzie żmudniejsze, bardziej przykre i dłuższe w czasie…

Bezpieczeństwo

Przygarniając kolejną fretkę do domu w pierwszej kolejności powinniśmy sprawdzić jej stan zdrowia… To bardzo ważne, aby uniknąć zarażenia domowej fretki i leczenia dwu, a nie jednego ogona, a najlepiej żadnego z nich… Powinniśmy kupić fretkę ze sprawdzonego miejsca i polecanej, sprawdzonej, dobrej hodowli z gwarancją hodowcy, czyli unikajcie:

  • aukcji internetowych
  • giełd zwierząt
  • ferm futrzarskich
  • sklepów zoologicznych

to są źródła anonimowe i trudne do sprawdzenia… nie kupujcie też w:

  • „hodowlach” masowych, w których trudno o zachowanie higieny
  • „złych” hodowlach, niepolecanych z różnych względów
  • „hodowlach” rozmnażających osobniki bez pochodzenia (takie osobniki, które w swoim drzewku genealogicznym – pedigree – mają wpisane imionka i kolorki, a nie mają podanej nazwy hodowli/nazwiska hodowcy… jak to rozpoznać?… przeważnie te osobniki nie mają już podanych rodziców i dziadków, czyli albo zostały kupione w sklepie, na aukcji internetowej, znalezione lub adoptowane… „hodowca” przedstawi Wam „drzewko”, w którym jest wymienione od 5 do 20 imionek i ewentualnie, domniemane – gdyż niepotwierdzone lub zmyślone – miejsce urodzenia… należy też uważać bo „hodowcy” posuwają się do wymyślania tychże brakujących nazw hodowli, co na szczęście łatwo sprawdzić, chociażby „buszując” w necie w poszukiwaniu informacji o rzekomej „hodowli”)

No dobra, to gdzie nabyć nową fretkę?

Adoptujcie! – nie dość, że zapewnicie domek i kochające serce potrzebującemu zwierzakowi, to jest to najtańszy sposób jej nabycia… W chwili obecnej w Polsce działa Stowarzyszenie Przyjaciół Fretek, które zajmuje się takimi adopcjami i fretki adoptowane przy ich udziale są po kontrolach weterynaryjnych…

Kupcie! – ale wcześniej, sprawdźcie kilka hodowli pisząc i wypytując o warunki bytowe, pochodzenie i stan zdrowia wszystkich fretek… Jeżeli jest to możliwe pojedźcie zobaczyć jak te opisane warunki mają się do rzeczywistości, tzw. oględziny… Przestrzegam przed hodowlami rozmnażającymi osobniki bez pochodzenia (NN), gdyż takie mioty mogą być obciążone chorobami genetycznymi, tj. choroby serca, choroby neurologiczne, itp. … ;-)

Trochę zachodu, ale uwierzcie na słowo, że warto… ;-)

Pierwszym krokiem jaki zrobicie po nabyciu fretki, niezależnie od miejsca w jakim zdecydowaliście się ją nabyć, powinno być udanie się do lekarza weterynarii, w celu wykonania badania klinicznego, czyli obmacania fretki i zajrzenia we wszystkie możliwe otworki oraz wykonanie podstawowych zabiegów: szczepienia przeciwko nosówce i odrobaczenia* (kupując w dobrej hodowli, to ostatnie możecie sobie podarować bo frecia na pewno nie zostanie wydana z hodowli bez tej podstawowej profilaktyki)… Później już śmiało możecie zabrać ją do domu… ;-)

* jeśli zakupimy fretkę, która wcześniej nie była odrobaczona, to podanie pasty odrobaczającej nowej fretce będzie wymagało jednoczesnego odrobaczenia „starego” domownika w tym samym czasie, bez względu czy był odrobaczany miesiąc czy tydzień wcześniej (nie jest to korzystne, gdyż środki odrobaczające są dość „toksycznymi” lekami i jak pamiętamy powinny być podawane po wcześniejszym badaniu kału na obecność pasożytów)

Nowe

Tak jak nowa fretka jest dla nas wielką niewiadomą, tak dla niej nowe miejsce, ludzie i inna fretka są przerażające… Tak więc musimy postępować standardowo:

  • otwieramy transporterek i pozwalamy aby frecia sama z niego wyszła
  • pozwalamy jej obejść i obwąchać wszystkie kąty
  • na końcu możemy wypuścić „starą” fretkę, oczywiście, gdy żadna z nich nie jest chora i nie podlega kwarantannie, w innym przypadku łączymy w późniejszym terminie

Połączenie fretek

W tym momencie pozostaje nam obserwacja… Obserwujemy jak zachowują się obie frecie w stosunku do siebie, gdy:

  • uruchamiają „guganie”, obwąchiwanie, lekkie tarmoszenie po karkach i fikołki wokół siebie, to dobra nasza… łączenie mamy za sobą
  • uruchamiają wściekłą gonitwę, wrzaski, piski, bąki, latające „pióra”, kupsztale w locie lub pod siebie w miejscu gdzie akurat stoją, czy to łóżko czy dywan, to niestety mamy małego „zonka”…  a łączenie jest przed nami ;-)

Metody szybkiej akceptacji

Jak wiemy, każda fretka jest inna, każda ma swój indywidualny charakterek i każda inne osobnicze przyzwyczajenia… Schematy łączenia dwu fretek nie będą tożsame dla wszystkich osobników… Musimy spróbować wielu sposobów, uzbroić się w cierpliwość, być dobrymi obserwatorami i czekać na efekt swoich działań… Możemy korzystać ze wszystkich dostępnych środków, tj.:

  • smarowanie obu pyszczków czymś smakowitym – pastą witaminową, żółtkiem
  • zamykanie razem w małej przestrzeni – transporter, mała klatka, kabina prysznicowa, mały pokój bez zakamarków i kryjówek
  • ograniczenie rozdzielania – jedna klatka, jedna miska, jedna kuweta, jeden hamak
  • wspólna zabawa z jednym i drugim jednocześnie
  • wspólna kąpiel – w nieszczęściu razem raźniej, a i zaprzyjaźnić się można… ;-)
  • jak najmniejsza ingerencja w ich „walkę przepychankę”

Powyższe może wydawać się okrutne, ale uwierzcie, że tylko w ten sposób można osiągnąć rezultat w czasie kilku (1-3), a maksymalnie kilkunastu tygodni… W przypadku, gdy będziemy się poddawać i mieć „miękkie” serce, gdy będziemy rozdzielać fretki przy najmniejszej konfrontacji i gdy zafundujemy naszym fretkom oddzielne klatki/pomieszczenia, to łączenie może nie przynieść skutku nawet po kilku miesiącach…

Osobiście miałam taki przypadek, że dwie samiczki „na tymczasie” przez 9 miesięcy nie zostały zaakceptowane przez moje stado, ani one nie akceptowały reszty, bo nie zastosowałam powyższych metod… W każdym innym przypadku łączenia mojego stada, odniosłam pełny sukces – 8 samic kastrowanych, w rui, z implantem, w ciąży i 2 samce niekastrowane, w rui potrafią żyć zgodnie na jednym wybiegu bez walk, w symbiozie i ogólnym zadowoleniu co pokazują we wspólnych zabawach i gonitwach po całym mieszkaniu (tylko w czasie snu samice i samce są w oddzielnych klatkach)… ;-) Ale odbiegliśmy od tematu…

Smakołyki… Tego chyba nie muszę omawiać… hmmm? To bardzo proste – obu ogonkom smarujemy nosy i pyszczki w około, aby mogły zająć się swoim ulubionym zajęciem, czyli lizaniem siebie nawzajem… ;-) „Odszczepieńcy” mogą być niewrażliwi na tą metodę… ;-)

Mała przestrzeń… Działa jak „cela” – zbliża!… Brak możliwości ucieczki i chowania się przyspiesza powstawanie więzi… W ten sposób unikamy schematu ofiary i mordercy… Gdy jedna fretka się boi i ucieka, to druga nie ma wyboru i musi ją gonić, atakować i tarmosić, gdyż ucieczka pierwszej jest sygnałem do ataku dla drugiej…

Co moje, to i Twoje… Jak w rodzince, od początku muszą być razem i razem dzielić wszystko… Im mniejsze okresy rozłąki, tym szybciej następuje aklimatyzacja i wzajemna akceptacja…

Zabawa… Gdy już nasze nerwy nie wytrzymają wrzasków i pisków, a łączenie wyda nam się zbyt brutalne, to możemy rozdzielić fretki, położyć sobie na kolanach, wyciszyć spokojnymi słowami, wygłaskać i wymiziać, a jednocześnie podjąć próby zainteresowania ich zabawkami: pluszakami, piłeczkami z dzwoneczkami, czy zwykłymi plastikowymi zakrętkami z butelek, które możemy puszczać po podłodze, aby fretki za nimi pognały… Każdy z nas wie, że zabawa uczy i rozwija oraz zacieśnia relacje „interpersonalne”…

Kąpiel… Fretki zanurzone w wodzie przeważnie tracą swój animusz i pogrążają w „rozpaczy”… Oj nie lubimy kąpieli nie lubimy… Choć i tu zdarzają się wyjątki… Są frecie co lubią kąpiel i nurkowanie, więc nie zrobi to na nich zbyt wielkiego wrażenia… I są frecie, na których „nieszczęście kąpieli” nie zrobi wrażenia i będą kontynuować walkę w wodzie… Po każdej kąpieli, bez znaczenia na wynik, wyciągamy frecie i osuszamy ręcznikiem (moje bardzo lubią wycieranko i ochoczo same wchodzą w ręcznik i czekają na tarmoszenie ręcznikowe), następnie puszczamy na wyhasanie się na łóżku lub w innym miejscu…

Ingerencja… Jak już zdążyliście się zorientować łączenie może mieć łagodny, średni lub groźny charakter… W przypadku łagodnych relacji obu fretek nie robimy nic, zostawiamy je we własnym świecie… W przypadku średniej komitywy – dość ostre tarmoszenie za karki, piski, bąki, latające „pióra” i kupsztale – również musimy mocno zacisnąć zęby i zostawić wszystko naturze… Rozdzielamy tylko wtedy, gdy dojdzie do duszenia – długie trzymanie z boku szyi lub do rozlewu „krwi” – przecięcie ucha, czy skóry na karku… To jest właśnie wersja hardcorowa, która może zakończyć się wizytą u weta i koniecznością szycia!

W pierwszych dwóch przypadkach mamy duże prawdopodobieństwo na 100% zgodę między naszymi ogonami, a w trzecim przypadku możemy liczyć się z faktem, iż nie uda nam się połączyć akurat tych dwóch osobników… Tak jak i u ludzi, tak wśród fret zdarzają się osobniki, które nie zapałają do siebie sympatią i cokolwiek byśmy nie zrobili, to nie zmieni się ta obopólna lub jednostronna niechęć…

Skutki łączenia

Niewiele jest skutków, ale wymieńmy:

  • pełna symbioza, dwóch radosnych fretek
  • łysy, pogryziony i pokryty strupami kark jednego lub obu ogonków, ale z wielką miłością do siebie
  • rany na pyszczku, karku lub reszcie ciała z totalnym brakiem wzajemnej akceptacji
  • acha! zapomniałabym: zafajdane, zasmrodkane i zakrzyczane mieszkanie oraz ewentualny donos sąsiadów do instytucji broniących praw zwierząt, że kilka z nich „mordujecie” w domu… ;-p

Płeć parki w naszym domu

Tak jak już napisałam, najlepszym i najmniej problemowym łączeniem fretek jest zakup obu razem z jednego miejsca, w tym przypadku nie ma znaczenia wiek i płeć… Albo do młodej, przedrujkowej freci dokupić młodszą lub starszą o łagodnym charakterku…

Inną kwestią jest płeć w starszym wieku… Samice z natury są bardziej charakterne (ich instynkt zwierząt terytorialnych jest bardzo silny), więc łączenie samicy z samicą jest trudniejsze niż łączenie samicy z samcem lub samca z samcem (oczywiście, gdy obaj delikwenci nie są w rui)… Nawet matka z córką, czy siostra z siostrą mogą się nie znosić, i będzie można zaobserwować jak jedna będzie chciała przegonić drugą ze swojego azylu…

W przypadku zakupu lub połączenia dwu samiczek nie musimy martwić się o „niechciane” ciąże, a wszczepienie implantu lub kastrację możemy odłożyć do czasu, gdy będziemy powodowani aspektami zdrowotnymi… No i dwóch samiczek nie trzeba rozdzielać na czas rui…

Przy zakupie, czy łączeniu par mieszanych lub samców musimy zadbać o wykonanie jednego z tych dwóch zabiegów (wszczepienia implantu lub kastracji) w rozsądnym (nie za wcześnie) i odpowiednim czasie (nie za późno)… W pierwszym przypadku, aby nie narazić samiczki na niepotrzebne tarmoszenie ze strony samca (instynkt rozmnażania jest bardzo silny) i niechcianą ciąże, co gorsza, np. z bratem lub we wsobnym połączeniu… W drugim przypadku, aby zapobiec ostrym, samczym walkom w okresie dojrzewania i rujek…

Więcej o implancie przeczytaj TU, a o czasie sterylizacji i kastracji przeczytaj TU
Kalendarzyk szczepień i innych wymaganych zabiegów profilaktycznych i pielęgnacyjnych znajdziesz TU

Mam nadzieję, że troszkę wyjaśniłam problematykę związaną z kwestią łączenia fretek… ;-)

by: Ana

foto:
1) ferretta.pl
© All rights reserved or Some rights reserved, publikacja powyższych zdjęć wymaga zgody autorów