Gdzieś już wspominałam, iż pierwszą moją fretką była Misia… Samiczka kupiona w sklepie zoologicznym… Od pierwszego, do ostatniego dnia swojego życia była „jedynaczką”… Od 2007 roku mam dwie samiczki, kupione razem i w podobnym wieku od jednego hodowcy… W styczniu 2008 do gromady dołączyła trzecia, przygarnięta samisia w wieku około 3 lat… A od lipca 2008 stadko powiększyło się o kolejne dwie maludy w wieku 8-9 tygodni… I tak z górki, aż do 12 fretek w domu… ;-)

Jedna czy kilka?

Moje obserwacje…

  • po pierwsze – Misi musiałam poświęcać więcej czasu i uwagi, niż obecnie razem wziętym, wszystkim „ancymonom”, które często bawią się ze sobą, a zwracają mniejszą uwagę na moją osobę… Oczywiście przychodzą również pozaczepiać mnie, ale nie jest to tak intensywne, jak w przypadku Misi 
  • po drugie – poza tym, iż jestem darzona mniejszą uwagą przez moje fretki, to nic innego nie uległo zmianie… „dzieciaki” nadal rozpakowują ze mną zakupy, asystują przy sprzątaniu, czy wręcz przyczyniają się do tego sprzątania, dokładnie tak samo jak Misia, tylko obecnie jest to kilka razy większy bałagan… ;-)

Myślę, iż fretki w grupie są weselsze… Widać ich emocjonalne zżycie i wzajemne przywiązanie… Pomimo małych bitew czy szczypania po uszach… ;-)

Akceptacja nowej fretki

A jak fretki przyjmują kolejnego domownika własnego gatunku?… W przypadku Nany (trzeciej domowniczki) trwało to dokładnie dwa tygodnie… Tylko dwa tygodnie jak została całkowicie zaakceptowana, przez dwie już „stare” wygi (chociaż młodsze wiekiem)…

Co znaczy całkowicie zaakceptowana?… W sumie nie mogę powiedzieć, aby moje samiczki prowadziły między sobą wojnę… Od początku młodsze samiczki podszczypywały nową fretkę i ujeżdżały na niej (dosłownie, wdrapywały się na jej grzbiet i korzystały z darmowej przejażdżki po mieszkaniu!)… Poza głośnymi protestami pokrzywdzonej – pojękiwania i piski – nie było innych skutków ubocznych, w postaci ran szarpanych, czy fontanny krwi!… Ale w przypadku maluchów, sprawa wyglądała o wiele gorzej… Dwie „agresorki” pokazały swoje charakterki i dość poważnie maltretowały nowe domowniczki… Nana stała się niańką zastępczą… W chwili, gdy maludy podrosły i postanowiłam je połączyć, miałam niezły orzech do zgryzienia, gdyż krzyki maluchów powodowały ból serca, a wzajemna agresja wszystkich fretek była wręcz przerażająca (nawet Nana, najłagodniejsza fretka jaką znam uczestniczyła w bojach)… Ale tydzień walk zaowocował…

Obecnie wszystkie fretki, razem jedzą, śpią, bawią się i oczywiście razem broją, a ja mam nowe zwierzę… węża!… Bo jak wspólnie wpadają na jakiś pomysł, to jedna za drugą zmierzają na upatrzone wcześniej pozycje strategiczne i wygląda to dokładnie tak, że jak kończy się ogon jednej, to zaczyna głowa drugiej … i tak razy pięć, siedem, dziewięć… Posiadam więc źródło radości o wielu sercach i węża na dokładkę!…

Niestety znam przypadki, iż nowa fretka nie zostaje zaakceptowana przez starych domowników (nawet jak pochodzi z rodziny: siostra, córka – najczęściej dotyczy to samic) i ich wspólna egzystencja nie mogła zaistnieć… Fretki walczyły ze sobą, gryząc się do krwi, uszkadzają (kontuzje łap, naderwane uszy) i nie tolerując się wzajemnie… Są to sporadyczne przypadki, ale się zdarzają!…

Przeczytaj więcej o połączeniu fretek

Stosunek do obcych fretek

Jaki jest stosunek moich fretek do innych, obcych ogonów?… Od samego początku moje fretki mają kontakt z innymi (spotykamy się w mniejszych lub większych grupkach na spacerkach w poznańskich parkach) i muszę powiedzieć, że frety bardzo szybko się zaprzyjaźniają… Poza kilkoma małymi incydentami, panuje atmosfera zaciekawienia, zabawy i wspólnego odkrywania!… Ale oczywiście zdarzają się odstępstwa od reguły i zdarzają się walki!… ;-)

by: Ana

foto:
1) ferretta.pl
© All rights reserved or Some rights reserved, publikacja powyższych zdjęć wymaga zgody autorów