Kiedy fretka gryzie lub w jakiej sytuacji może ugryźć?

  • bo lubi, bo ma taki charakter
  • gdy się przestraszy
  • w wyniku drażniącego zapachu
  • gdy jest złośliwa
  • gdy ją coś boli
  • w zabawie
  • gdy ma jakiś „fetysz”
  • wchodzi w ruje
  • gdy chce zwrócić na siebie uwagę
  • z głodu

Większość udomowionych fretek rzadko używa swojego uzębienia, ćwicząc go na nas, ale nawet te najłagodniejsze potrafią uszczypnąć lub zadrapać, chociażby w zabawie… ;-)

Bo lubią

Zdarzają się osobniki, które pomimo urodzenia się i wychowania w domu są osobnikami „agresywnymi”, gryzącymi, półdzikimi z natury… Jest to typowa cecha dla drapieżnika mięsożernego, która naturalnie jest dziedziczona pomimo rozmnażania osobników łagodnych i bardzo łagodnych, gdy się rozmnaża osobniki agresywne, to skutek jest wiadomy (często obserwowano agresję wśród potomstwa fretki z dzikim tchórzem, co wychodzi w drugim pokoleniu)… Same łasicowate, żyjące w naturze nie są łagodnymi zwierzątkami… Ich wielkość nie jest duża, a często zabijają ofiary o wiele razy większe od siebie… Swoje małe gabaryty nadrabiają naturą „zawadiaki” i „agresora”… ;-)

Gdy się przestraszy

Fretka ugryzie w momencie gdy się boi, gdy się przestraszy… Fretki mają słaby wzrok, a silny słuch i węch… Odpowiedzialne za „strach” fretki są głównie dwa pierwsze zmysły… Nagły ruch, nagłe pojawienie się w zasięgu kiepskiego wzroku fretki, podobnie jak nieznany i nagły ostrzejszy, głośniejszy dźwięk, przeważnie wywołuje u niej lęk… Fretka zamiera w bezruchu na kilka sekund („przysiada”), czujnie obserwując otoczenie, później z prędkością światła zmyka w strefę bezpieczeństwa, pod łóżko, do szafy, do innego miejsca w którym czuje się bezpieczna… Po jakimś czasie ciekawość zwycięża i lęk mija… Taki stan może wywołać samo wejście opiekuna do pokoju, w którym są fretki, nawet gdy 5 minut wcześniej z niego wyszedł, lub dwie osoby kłócące się podniesionym głosem… Ucieczka to jedna z metod walczenia z lękiem, drugą jest atak i ugryzienie lub pogryzienie…

Fretka zaatakuje, gdy stwierdzi, że nie ma szans na ucieczkę… Atak jest przeważnie sygnalizowany przeraźliwym krzykiem, ale nie zawsze, później następuje atak i pojedyncze ukąszenie, po którym fretka ucieknie lub seria ukąszeń (patrz foto), podczas których fretka jest jakby w transie i wtedy trudno nad nią zapanować… Najlepiej w takim momencie natychmiast się opanować i uspokoić, nie wyrywać i nie szamotać, jeżeli mamy sposobność, to starajmy się chwycić fretkę za skórę na karku i przytrzymajmy, a następnie odłóżmy do klatki lub odstawmy poza nasz zasięg… Możemy próbować włożyć jej coś między szczęki, najbliżej ich miejsca połączenia, aby zablokować możliwość zgryzu i puszczenie ciała, które raczyła spacyfikować…  Ugryzienia są bardzo bolesne, gdyż jest coś specyficznego w ślinie fretek… Najpierw nic nie czujemy, później silne, nieprzyjemne pieczenie, po którym następuje fala bólu… Na szczęście szybko mija, ale blizny mogą pozostać…

Jak doszło do pogryzienia dłoni z fotografii?… Opiekun wziął na ręce, w najlepsze bawiącą się fretkę i poszedł otworzyć drzwi, dwu panom od remontu mieszkania… Nie dość, że przerwano fretce zabawę, to nagle uwięziono ją między opiekunem a obcymi, których głosy, zapachy, jako nieznane, wzbudziły lęk i strach… Fretka aby się uwolnić i uciec, zaczęła kąsać rękę własnego „pana”… Jak niewiele trzeba do ataku fretki?… Dwóch malarzy!… ;-p

Starajmy się unikać sytuacji, narażających fretki na taki stres lub strach, który nie pozostawia im innego wyjścia, poza zaatakowaniem nas… ;-)

Fretki często podgryzają, szczypią naszych gości (po stopach)… Po części też dlatego, że się ich lękają, nie znając głosów i zapachów jakie ze sobą przynieśli, a po części, że pokazują „kto rządzi” na tym terytorium… ;-p

Zapach

Dla niektórych fretek, wystarczy zapach danej osoby, aby zaatakowała… Czasami powodem jest krem, balsam do ciała, czasami leki zażywane przez tę osobę, czasami zapach potu… Lepiej nie nadużywajcie prób konfrontacji i zaakceptowania tej osoby przez fretkę… Mogą się nigdy nie polubić…

Ze złośliwości

Wiele fretek jest „zgryźliwa” z czystej złośliwości… Myślicie, głupia!? Jak zwierze może być złośliwe?… Oj może, może!… Najczęściej można to zaobserwować przy „przyuczaniu” do „życia w rodzinie” młodych fretek, ale i stare mają ten spektakl w swoim repertuarze… Gdy uczymy fretkę, często odmawiamy jej ulubionych zabaw, jak kopanie w doniczce, dywanie lub kanapie, zabraniamy szarpać kable lub kąsać naszą dłoń… Wtedy przeważnie fretkę łajemy i odstawiamy na bok, z dala od demolowanego przedmiotu lub osoby… I co fretka na to?… Część fretek odwróci się i pójdzie sobie swoją drogą, broić w innym miejscu, inna odejdzie kilka kroczków i bezczelnie załatwi się na środku pokoju lub łóżka, a jeszcze inna doskoczy i uszczypnie lub ugryzie pierwszą napotkaną część naszego ciała, a wzrokiem powie… „a masz, jak mi zabraniasz!” i szybko czmychnie… Czasami wcześniej poudaje, że przyjęła swój marny los, że nie może molestować dziury w kanapie, niby odejdzie, ale po chwili wróci i uszczypnie Cie w pośladek, gdy akurat ukucniesz aby coś podnieść lub posprzątać zapaskudzoną podłogę… Takie są fretki! A co!… Irytuje je to, że śmiemy im czegoś zabronić (zdarzają się takie egzemplarze)!…

Z bólu

Często „gryzienie” jest pierwszą oznaką, że fretka jest chora, gdy ją dotykamy a ona odczuwa ból, to odwróci główkę i nas chwyci zębami, czasami mocniej… Należy dokładnie „obmacać” fretkę, znaleźć miejsce bólu (jama brzuszna, łapka) i udać się do lekarza weterynarii na badania kliniczne i inne, niezbędne do znalezienia źródła bólu i wyleczenia go…

Często (mój ulubiony wyraz, nadużywany w tematach fretkowych… ;-p), będzie się nam zdarzać, że nadepniemy fretkę, nie dlatego, że jesteśmy fajtłapami, ale dlatego, że fretki mają fascynującą umiejętność „teleportowania się” wprost pod naszą uniesioną stopę… Nawet oczy dookoła głowy nie zawsze pomagają… Wtedy też fretka „ugryzieniem” zasygnalizuje nam swój ból, ale nie zawsze, albo nie każda (tu mam mieszane uczucia, bo zdarzy mi się przypadkiem nadepnąć na którąś fretkę i jedyną reakcją z jej strony jest syk/jęk bólu i próby wyciągnięcia łapki lub ogona, a nie ugryzienie stopy!)…

W zabawie

Co prawda, takiego „podgryzania” jakie uskuteczniają fretki podczas zabawy nie nazwałabym „gryzieniem”, ale należy wspomnieć i o takiej formie… Ale zacznijmy od początku… Malutkie, około 30 dniowe freciątka, jeszcze ślepe ale już ruchliwe, rozpoczynają „barowanie” z siostrami i braćmi, ciągną się za uszy, ogony, łapki, za wszystko co mogą schwytać i szarpać, przepychają się, turlają, po prostu uczą się pierwszych skoordynowanych ruchów i przyuczają do przyszłej roli „mordercy”… I to zostaje w ich zachowaniu do końca życia… Zabawa i zapasy z innymi fretkami lub naszymi kończynami, to silnie zakodowany behawior, po części związany z nauką chwytania i zabijania ofiary w naturze, a po części to tylko okazanie radości i zadowolenia z możliwości gonienia za czymś i łapania…

Zabawa przeważnie wygląda tak, że fretka w podskokach naskakuje na naszą nogę, obejmuje ją przednimi łapkami i czasami uszczypnie ząbkami, po czym ucieknie i będzie markować następne „ataki”, aż jej nie pogonimy lub zaczniemy tarmosić…

Tarmoszenie to, przewrócenie frety na plecy, „giglanie”/łaskotanie po brzuchu, między przednimi łapkami, za co wyliże nam dłoń, ponadgryza najczulsze jej miejsca (między kciukiem a palcem wskazującym, na grzbiecie dłoni lub koło kostki)… Fretka będzie ułatwiać sobie zadanie, chwytając i obejmując naszą dłoń wszystkimi czterema łapkami, tak aby ją unieruchomić, tak że jak podniesiemy rękę, to będziemy mieli przyczepionego do niej „rzepa” w postaci zadowolonej fretki (do góry nogami jak miś koala na gałęzi w australijskim buszu), z otwartym na całą szerokość pyszczkiem i błyskiem w oku…

Gdy umiemy operować tak kończynami, że fretka nie może nas chwycić zębami, to wygraną mamy w kieszeni, ale jeśli nie, to musimy się nastawić, że uścisk szczęk fretki z delikatnego, zacznie się zwiększać, aż do dość silnego i bolesnego… Będzie to wyglądało, jakby fretka próbowała się wgryźć głębiej i głębiej w naszą skórę… Po takiej zabawie, zostają na naszej dłoni dość głębokie wgłębienia (dziury!) po kłach fretki (bez krwi!)… Najlepiej zabrać rękę zawczasu, gdyż później będziemy musieli okazać swoje niezadowolenie i karcić fretkę, aby zapamiętała na co może sobie pozwolić, a na co nie!… Jak mamy na podorędziu pluszową zabawkę, to dobry moment, aby zamienić własną dłoń na pluszaka – nasza dłoń będzie uratowana… Choć to rozwiązanie jest dość ryzykowne – wgryzanie się w pluszaka – fretka gryzie bez umiaru, bo nikt nie zareaguje na ból, w konsekwencji później fretka może się tak wyżyć, właśnie na naszej dłoni…

Wgryzanie trwa tak długo jak długo dłoń jest w ruchu i jak długo próbujemy się oswobodzić z jej łapowo-szczękowych objęć… Ale jak jesteście odważni, to zróbcie eksperyment, gdy fretka zacznie mocniej zaciskać szczęki, wtedy wprowadźcie dłoń/palec w bezruch i głośno krzyczcie – ałaaa! ;-p … Nie ruszajcie nimi, nawet jak są w paszczy fretki i zobaczcie co zrobi?… U mnie przeważnie tracą zainteresowanie, bo się nie rusza, bo nie trzeba gonić, więc nie ma co łapać i mordować… Instynkt „mordercy” nagle zostaje wyparty przez znudzenie… ;-)

Fetysz

Bardzo rzadko zdarzają się fretki, które reagują „czystą” agresją na jakiś ruch, dźwięk, sytuację lub część ciała, np. dźwięk piszczącej zabawki, twarz lub nogi pod kocem/kołdrą… Gdy wiemy co lub kto irytuje fretkę, starajmy się unikać sytuacji, w których mogłaby zaatakować… Nie podsuwajmy do twarzy, nie dawajmy buziaków fretkom, które atakują właśnie tą część ciała, nie używajmy koca/kołdry do okrycia nóg podczas biegania fretki, nie używajmy piszczących przedmiotów… Przeważnie taki atak jest dość agresywny i trudny do opanowania, bo fretka działa jak w amoku… Nie znam, ani nie umiem wyjaśnić takich zachowań, oprócz ostrych dźwięków piszczałki (u samic może się odzywać silny instynkt macierzyński i chęć obrony „płaczącego” malucha, nawet u tych wykastrowanych)… W innych przypadkach, czasami są to sporadyczne incydenty (moment strachu), a czasami, niestety są to zachowania powtarzalne, bez powodu i przyczyny…

Ruja

To bardzo specyficzny okres w życiu naszych milusińskich… To czas, gdy na zew natury fretki szukają partnerów w celu rozmnożenia i przetrwania gatunku… Jest to chyba najsilniejszy instynkt powodujący fretkami, nawet tymi kastrowanymi (gdyż impuls potrzeby przekazywania genów pochodzi z mózgu, a nie z organów płciowych)… W tym czasie fretki potrafią zmienić swój charakter i usposobienie o 180 stopni… Z łagodnych, stają się „upierdliwe”, z mało „przytulaśnych” robią się milusie, aż za bardzo…

W dziwny sposób, fretki odróżniają naszą płeć… I samice zaczynają przymilać się i zaczepiać „facetów” z naszego domu, a samce odwrotnie, nie odpuszczą żadnej „babie”… Przeważnie fretki zaczynają się bawić z nami bardziej „ostro”, później przeradza się to w „paniczne” chwytanie naszej dłoni i próby ciągnięcia jej w sobie tylko znanym celu i do sobie tylko znanego miejsca…

„Paniczne”… Trudno to wyjaśnić słowami, to trzeba zobaczyć lub „poczuć” na własnej skórze, ale spróbuję to wyjaśnić… Samiczki i samce w tym czasie są bardzo podniecone, hormonki buzują u jednych i drugich, a to przekłada się na ich zachowanie… Mniej śpią, więcej „wariują”, ogólnie są aktywniejsze… To samo dotyczy ich zachowania podczas zabawy, są energiczniejsze, a przez to mniej delikatne… Po pierwszym bumie, emocje troszkę opadają i samice często wchodzą w fazę urojonego macierzyństwa, co objawia się mało delikatnym ciągnięciem nas za rękę  do „swojego” wyimaginowanego gniazda, stajemy się ich „maluszkami”, którymi muszą się opiekować (fretki mają dość mocno wykształcony instynkt macierzyński)… Samiczki mogą być do tego stopnia uciążliwe, że 50-cio krotne zdjęcie jej z kanapy lub łóżka, nie zniechęci jej od kolejnych prób, które będą coraz bardziej natarczywe, gdyż fretka zacznie panicznie próbować jednak złapać naszą dłoń za wszelką cenę!… Podobnie jest z samczykami, które w okresie rujki chwytają samiczki za kark, mocno ściskają i zaciągają, często po drodze obijając jej głową o meble, ściany a nawet podłogę, do ulubionego miejsca na „bara bara” (wszyscy wiedza o co chodzi… ;-p)… Niestety przeważnie nasza dłoń zastępuje kark, nieobecnej samiczki, tylko jest mały szkopuł, nasza skóra nie jest tak gruba jak skóra fretki, przez co odczuwamy dość duży dyskomfort w momencie, gdy samczyk nie może i nie potrafi oprzeć się naturze… Podsunięcie mu samiczki też nie załatwi sprawy, gdyż ruja trwa przeważnie od stycznia do września, a u młodych samców dłużej, bo może zacząć się już na przełomie października/grudnia…

Takie zachowanie jest silniejsze od naszych zwierząt i trudno je za to karcić… Trzeba to przeżyć… Najlepiej ograniczyć zabawy, które wprawiają fretki w stan podniecenia i dużego pobudzenia lub zastosować chirurgiczną lub chemiczną kastrację (polecam tą drugą metodę)…

Zwrócenie na siebie uwagi

Gdy zbyt długo nie interesujemy się naszymi fretkami lub gdy są głodne, potrafią podejść i uszczypnąć w nogę lub przedramię… Dają nam sygnał, że są, żyją i oczekują naszego zainteresowania… ;-)

Wystarczy podnieść, wygłaskać, „wymiziać”, wycałować lub nakarmić… Powinny się odczepić… ;-p

Z głodu

Tak z głodu, nawet jak zjadają 200g dziennie… Więc jak to możliwe? Bardzo prosta odpowiedź – nieodpowiednia i źle zbilansowana dieta

Fretki, jako ściśli mięsożercy większość energii pobierają z tłuszczu, w drugiej kolejności z białka, a na końcu z węglowodanów, które trudno trawią i słabo przyswajają (w granicach 15%)… Tak więc fretka na diecie wysokowęglowodanowej (większość komercyjnych karm frecich i kocich), będzie „głodować” pomimo spożywania dużej ilości pokarmu – tylko, że najmniej wartościowego…

Drugim aspektem może być ilość posiłku… Zbyt mała ilość, nawet dobrze zbilansowanej diety może oznaczać głodówkę…

Tak jak w przypadku mężczyzny, głodny facet, to zły facet… ;-p

Należy zadbać o odpowiednio zbilansowaną i o odpowiedniej ilości dietę, zgodnie z potrzebami własnej fretki…

Czy zawsze ugryzienie jest ugryzieniem?

Często sami robimy sobie krzywdę, odruchowo wyciągając członki swojego ciała z paszczy fretki!… Strach przed ugryzieniem powoduje, że instynktownie, ale i w panice wyszarpujemy rękę czy nogę i wtedy sami przecinamy sobie skórę o ostre kiełki fretki, choć ta bynajmniej wcale nie miała zamiaru nas ugryźć, co najwyżej lekko wymiętosić naszą dłoń… Myślę, iż ten temat trzeba szerzej opisać, w tym celu posłużę się charakterystyką zachowań moich fretek…

Misia – miała 3-4 miesiące kiedy ją dostałam i nigdy mnie nie ugryzła, za to moją mamę niby notorycznie podgryzała za pięty (z relacji mojej mamy!… i tu mam mieszane uczucia bo nie widziałam i nie wiem czy wierzyć! Ale mamie chyba trzeba wierzyć?)… mocniej chwytała mojego partnera podczas rui… dziwne, ale mają wbudowany jakiś radarek i instynktownie wiedzą kto jest jakiej płci… w czasie rujki generalnie nie istniałam dla niej, a mój facet był notorycznie napastowany do zabawy, ciągnięty za paluch do wyimaginowanej norki, czy wręcz szarpany za dłoń podczas zabawy… Gdy nie miała rujki to okazywała mi swoją miłość i pod kołdrą najpierw lizała stopy, a później lekko podgryzała palce (czasami zapominała się w okazywaniu swojej miłości i podgryzanie stawało się bardziej intensywne – czytaj bolesne! Ale nigdy nie był to obraz horroru z lejącą się wszędzie krwią)… Innymi sposobami okazywania mi miłości było wyskubywanie brwi jak mała pęseta czy lizanie po powiekach no i oczywiście dawanie buziaka ;-) … wylizywanie uszu było mi oszczędzone i zarezerwowane dla faceta… z czego nie ukrywam byłam bardzo zadowolona… Ostatnim sposobem okazywania mi swojego zaufania było przychodzenie i moszczenie legowiska na łóżku jak najbliżej mnie… niestety wtedy też próbowała wykopać w moim boku lub udzie miejsce do wygodnego ułożenia się do snu (na szczęście szybko się mościła i drapanie nie stawało się udręką!)… Misia nigdy nie ugryzła do krwi żadnego domownika czy osoby obcej na spacerze… kochane zwierzątko… ;-)

Sky – trafiła do mnie w wieku 6 tygodni… i od pierwszego dnia do dzisiaj pokazuje kiełki tylko i wyłącznie podczas zabawy… czyli bawi się moją stopą, łydką czy dłonią i usiłuje ją z każdej strony włącznie z kostkami podgryźć, czasami zapamiętuję się tak namiętnie, że ja muszę wycofać rękę czy nogę bo boli… i wtedy zaczynam ją tarmosić i drapać, aby zapomniała o wcześniejszej fascynacji moim ciałem… Podczas rujki miała zwyczaj dopadania mnie i szczypania (dosłownie! podszczypywała mnie przednimi ząbkami) gdzie popadło… na szczęście już jest po rujce ;-) … nadal podczas zabawy potrafi dość mocno ścisnąć szczękę na mojej skórze, tak jak to miało miejsce dziś rano… i dziś po raz pierwszy zastosowałam sposób przypomniany mi przez koleżankę Anelram… tak jak w przypadku psa, skutkuje głębokie wciśnięcie przedramienia do pyska, tak w przypadku fretek skutkuje głęboko wciśnięty paluch w jej paszczę … działa!!!… Naprawdę Sky miała dziś rano dziwną minkę po moim eksperymencie, ale i odeszła jej ochota na podgryzanie, które zmieniła na lizanie… ;-)… ale, ale dziś też widziałam jak podgryzła mamy piętę (dzień pełen niespodzianek! A mama to chyba jakoś dziwnie na nie działa lub im smakuje!)… ;-)

Luna – zwana wampirzycą!… Podobnie jak Sky jest u mnie od 6 tygodnia swojego życia i jest totalnym przeciwieństwem swojej spokojnej i dystyngowanej siostry… Luna to strachajło i diabeł wcielony, który lata po mieszkaniu z prędkością światła i wynajduje coraz to nowe miejsca, w których może coś zbroić… W swoim stałym repertuarze ma spacer po wannie i zrzucenie z niej wszystkich stojących tam szamponów, odżywek czy balsamów!… kolejnym szaleństwem jest wdrapywanie się po wszystkim co umożliwia wspinaczkę (wystarczy mój żakiet zawieszony na klamce drzwi!) i dostawanie się w miejsca, gdzie nie powinna się znaleźć i dalsze robienie porządków na komodach czy półce z kosmetykami! Raz musiałam sześć razy wyjść z wanny, ociekająca wodą i ratować przedmioty stojące na komodzie bo Luna odkryła sposób jak wykorzystać własna klatkę do alpinizmu!… zgroza! za każdym razem, gdy przesuwałam klatkę tak aby nie mogła się po niej wspiąć, ona i tak znajdowała sposób aby to zrobić! … ostatnim odwiedzanym przez nią miejscem jest szafka nocna i zrzucenie z niej wszystkiego co się na niej znajduje, czy to filiżanka z herbatą, czy kubek z kawą, czy też książka… Przepraszam to nie wszystko – ostatnio odkryła sposób dostania się na parapet w salonie i oczywiście przesadziła kwiatki… Trochę się rozpisałam, ale było to konieczne, aby zrozumieć dalszy bieg wydarzeń… Otóż każde przewinienie Luny jest karcone moim „groźnym” głosem a w skrajnych przewinieniach otrzymuje klapsa w ogon lub zostaje unieruchomiona na kilka chwil przez trzymanie jej za skórę na karku i „wytłumaczenie” (werbalnie: zmiana intonacji głosu na karcący), że źle robi lub karcer w klatce!… I tu przyznaję się bez bicia, że poniosłam całkowitą porażkę jeśli chodzi o wychowanie Luny… bo bawi się ze mną jak kot z myszką… broi a gdy widzi mnie na horyzoncie szybko umyka, aby po chwili pojawić się ze skruszoną miną, nawet jest tak wyrachowana, że przychodzi dać buziaka na tzw. „przepraszam”… ale uwaga nie dajcie się zwieźć pozorom… Lucyfer przez chwilę jest grzeczny, ale za moment wczołguje się pod kołdrę i robi centralne polowanie na moje nogi!… I nie jest to szczypanie czy podgryzanie w stylu Sky… bynajmniej! Luna najpierw wprawia w drżący ruch swój ogonek, który lata w poziomie zamiatając powietrze w dzikim tańcu… następnie sprawdza w jakim stopniu jestem nią zainteresowana, kiedy stwierdzi, że jestem zajęta to w stu procentach zostaje ugryziona (na szczęście nie do krwi, ale boleśnie!)… nawet nie zdarzę podnieść kołdry, a Lunka jakby wsiąka… magicznym sposobem teleportacji jak wampirek, nagle jest pod łóżkiem a nie na łóżku, gdzie była dosłownie sekundę wcześniej… Czyli mam złośliwą i cwaną fretkę, która ma pełną świadomość, że robi źle!… Tak jak napisałam te „zabawy” z Luną nie są groźne, najwyżej lekko zadrapana skóra lub bolące miejsce po mocniejszym „uszczypnięciu”… Do tej pory ugryzła mnie raz do krwi i raz ugryzła jednego Pana na spacerku (bez krwi)… Ale to były wypadki szczególne… Na spacerze wśród kilku fretek i zachwyconych nimi spacerowiczami – nagle jakby powstało zamieszanie… Luna na zamieszanie zareagowała strachem i najpierw chwyciła dłoń Pana, który akurat w tym momencie postanowił ją pogłaskać, a później wgryzła się w moją, bo oczywiście ratowałam odważnego Pana z opresji… ale szczerze powiem, że po dwukrotnym nagryzieniu brzegu mojej dłoni i po zorientowaniu się kogo gryzie, stopniowo się wyciszyła do całkowitego uspokojenia po małej chwili – potwierdza to moją teorię, że strach jest czynnikiem wywołującym odruch gryzienia!… Ten przypadek był łagodny, bez krwi, tylko dziurki w skórze po kiełkach… ;-) … Drugi przypadek zakończył się stróżką krwi z okostnej, na której zakończył się atak Luny… ten atak zafundowałam sobie na własne życzenie… Wpadłam na genialny pomysł aby przywołać moje pociechy piszczącą zabawką, to dość popularny sposób na przywołanie „zagubionych” w przepastnych czeluściach mieszkania naszych pociech… Cóż, pomimo wiedzy jak dziwnie Luna reaguje na ten dźwięk (kiedyś biegła bardzo szybko w moją stronę i atakowała jakby w obronie zabawki – teraz już nie atakuje, tylko przybiega na dźwięk), beztrosko popiskiwałam zabawką, dość intensywnie – na skutek nie musiałam długo czekać – Lunka wypadła spod łóżka i po prostu capnęła mnie za nogę!… Na początku nie poczułam bólu, ale kapiąca krew była dość widocznym i ostatecznie bolesnym dowodem mojej głupoty!… Nie wiem, dlaczego niektóre fretki tak reagują na piszczące zabawki… możliwe iż ten dźwięk kojarzy im się z płaczącymi młodymi, a może po prostu je strasznie drażni – ale potwierdza to mój drugi argument, iż fretka ugryzie zirytowana!… Nawet dwa tygodnie temu na spacerze wśród 10 fretek, znów przekonałam się na własnej skórze, iż niektóre fretki „świrują” na ten dźwięk… Jedna z koleżanek bawiła się piszczącą zabawką, obserwując zachowanie fretki, która bardzo intensywnie na nią reagowała… wpadła w gromadę pozostałych z wyraźnym pobudzeniem, ja akurat sięgnęłam ręką aby odplątać ze smyczki jedną z pociech i nagle poczułam jak do mojej ręki coś się przyczepia łapkami a następnie i zębami, intensywnie ją nagryzając i to coraz silniej… Podniosłam rękę wraz z wgryzioną w nią fretką i podałam ją właścicielce… jak wcześniej Luna, tak i ta fretka uspokoiła się i zaprzestała gryzienia, przenosząc się na ręce pani… Ja na szczęście nie wyszarpnęłam dłoni, wytrzymałam ból i pozostałam z dość głębokimi śladami po „kłach” na wierzchu i spodzie dłoni i zadrapaną skórą, nabiegłą krwią… Ale sami powiedzcie… dzielna byłam!… nieprawdaż? ;-)

Nana – trafiła do mnie w styczniu i za miesiąc będzie miała około 3 lat… jest po przejściach i powiem szczerze, że jej obawiałam się najbardziej pod względem gryzienia… Bałam się ewentualnych walk między „dziewuchami” jak i kąsania mnie!… w końcu nie miała łatwego życia, najpierw na fermie, a później przerzucana z rąk do rąk… I jakże miło się rozczarowałam ;-) … Nanka raczej była „maltretowana” przez domowniczki niż sama coś im zrobiła … mnie nadgryzła tylko raz, gdy w pierwszy dzień podałam jej na palcu vita-pet, tak jej smakował, że myślała iż mój palec też będzie tak smaczny… to był pierwszy i ostatni raz, gdy poczułam „igiełkę” Nany na palcu… Nawet podczas zabawy, gdy moja dłoń lub palec znajdą się w jej paszczęce ona nie zaciska ząbków tylko patrzy na mnie ze zdziwieniem, jakby pytała co się dzieje?!… Totalnie wspaniały, nie gryzący futrzak o wielkim sercu i pogodnym usposobieniu… ;-)

Czy można oduczyć gryzienia?

I tak i nie… Zatwardziałe fretki z charakterkiem, te z fetyszami lub te z animozjami zapachowymi do pewnych osób oraz te bardziej lękliwe mogą nigdy nie oduczyć się gryzienia…

Inne trzeba przyuczyć na ile mogą sobie pozwolić i nie dopuścić, aby fretka weszła Wam na głowę… Jest kilka sposobów oduczania:

  • komunikacja werbalna, głośne ogłaszanie fretce, że boli, głośne syczenie „szzzzyyy”, ałła, nie, nie wolno! (fretki reagują na intonację głosu, oczywiście gdy nie są głuche)
  • podniesienie za skórę na karku i trzymanie, aż fretka zacznie ziewać i przejdzie jej ochota na zabawę w gryzienie
  • przytrzymanie za skórę na karku i przyduszenie do płaskiej powierzchni, kanapy lub podłogi, aż fretka się uspokoi… nie na każdą to działa, czasami wręcz odwrotnie wzmaga agresję (fretka pokazuje, że takie traktowanie jej nie odpowiada)
  • ugryzienie fretki w kark (uwaga! należy tak przytrzymać głowę, aby nie mogła jej odwrócić i w odwecie ugryźć w twarz)
  • uszczypnięcie w bok szyi i lekkie potrząśnięcie fretką
  • wsadzenie palucha głęboko w paszczękę, aż do odruchu wymiotnego (bardziej zjadliwe mogą go odgryźć!… ;-p)
  • zablokowanie szczęki poprzez poprzeczne doduszenie palca, grzbietu dłoni, aż do miejsca połączenia szczęk, tak aby fretka nie mogła ich zamknąć (uwaga! jak wyżej może odgryźć co nieco!… podobnie się robi przy odkleszczaniu fretki z naszego ciała, wkłada się palce z obu boków szczęki, w samych jej kącikach, aby podważyć  i otworzyć paszczę i zniwelować szczękościsk)
  • wsadzenie do klatki, aż się uspokoi
  • niektórzy stosują lekkie trzepnięcie zwiniętą gazetą przez ogon, ale przeważnie nie ma jej pod ręką jak jest potrzebna, a karanie po czasie mija się z celem

Po każdej, wyżej wymienionej i wykonanej karze, odsuwamy fretkę od siebie i pokazujemy jej, że „zabawa” o tak wątpliwej przyjemności nie podoba się nam…

Na początku, aby uniknąć mocnych ukąszeń można w zabawie używać:

  • zabawki, fretka tarmosi pluszaka, a ręce są bezpieczne
  • wędki z piórkami, fretka przegoniona za wędką zmęczy się i zapomni o gryzakowaniu

Czego nie możemy robić!

  • nie można na fretkę wrzeszczeć!
  • nie można fretki bić!
  • nie można nią rzucać!
  • nie można jej kopać!
  • nie można ciągnąć lub podnosić za ogon!
  • ani znęcać się nad nią w jakikolwiek inny sposób!

Fretka nie dość, że może doznać wewnętrznych uszkodzeń ciała, jak odbite nerki, przerwany rdzeń kręgowy, pęknięta śledziona, czy wątroba lub wstrząs mózgu, to wpadnie w jeszcze większy lęk przed nami i będzie więcej oraz mocniej gryźć w samoobronie…

Jak widzicie temat „gryzienia”, to dość szeroki temat o wielu aspektach, tak wielu, jak wiele jest fretek, bo każda jest inna, choć na pewno są powtarzające się u wszystkich schematy postępowania w danej sytuacji…

Moje fretki są tak do siebie podobne, a jednocześnie całkowicie różne… Każda ma swoje zwyczaje na kuwetowanie, na naukę, czy na gryzienie… I dlatego fretki są dla mnie tak wyjątkowe… Nigdy nie wiem co mnie czeka następnego dnia!… Jakie psoty, jakie pieszczotki, jakie gafy!… Ale codziennie czekam z niecierpliwością na kolejny, aby się o tym przekonać… ;-)

Czasami zmęczona, czasami przepracowana, ale otwarta na „diabelstwa” fretek… ;-)

 

by
Anathea
ad
19 09 2011
ed
11 01 2018
Foto
1) ferretta.pl
2) agrest
Literatura
[1] „Tchórz” Marcin Brzeziński, Jerzy Romanowski, 1997
[2] „Hodowla tchórzy” Maria Bednarz, Andrzej Frindt, 1991
[3] „Fretki: warunki zdrowotne, hodowla, rozpoznanie i leczenie chorób” Maggie Lloyd, 1999
[4] „Biology and diseases of the ferret” Fox JG., 1988, 1998
[5] „Ferret husbandry, medicine, and surgery” John H. Lewington, 2000
[6] „Ferret for dummies” K. Schilling, 2007
[7] „How to read your report” Wellness Inc., 1993
[8] „Practical ferret medicine and surgery for the private practitioner” Finkler M., 1993
[9] „Ferret medicine and surgery” Brown S., 1992, 2001
[10] „Ferret breeding” James McKay, 2006
Uwaga!
  • © Wszystkie prawa zastrzeżone. Żaden fragment strony nie może być kopiowany i wykorzystany w jakiejkolwiek formie bez zgody autora! • All rights reserved or Some rights reserved!